Gatunek: Science - Fiction Kraj produkcji: USA
Obsada: Shia LaBeouf, Rosie Huntington - Whiteley, Josh Duhamel, Tyrese Gibson, John Malkovich, John Turturro, Alan Tudyk
Opis: Wiele lat temu, kiedy koniec wojny Autobotów z Decepticonami był bliski, jeden statek kosmiczny ucieka z Cybertronu. To ARKA, która w ładowni przewozi niezwykle cenny ładunek – sekretną technologię, która może odmienić los umierającej planety. Współcześnie: Optimus Prime odkrywa sekret ludzi, którzy od dawna wiedzieli o wraku ARKI rozbitej na powierzchni ziemskiego księżyca. Od tej chwili Autoboty muszą się śpieszyć, ponieważ jeśli technologia Cybertronu wpadnie w ręce ich wrogów, oznaczać to będzie zagładę całej ludzkości.

On: Jak dla mnie ten film jest zdecydowanie najlepszą częścią cyklu i muszę przyznać, że już dawno (jeśli w ogóle kiedykolwiek) bawiłem się w kinie tak znakomicie. „Transformers 3” to film, który daje widzowi możliwość przeżycia niesamowitej filmowej przygody: zachwycają efekty specjalne, zastosowana technologia 3D, efekty dźwiękowe, sposób filmowania scen akcji, kompozycje muzyczne Steve’a Jablonsky’ego, ale także (dla mnie przede wszystkim) postacie robotów. I to ten aspekt – jako że w końcu jest to film o transformerach – jest największą zaletą obrazu, jak i te elementy fabuły, które bezpośrednio ich dotyczą. Kiedy piszę tą recenzję wiem już z jak wielką krytyką spotkał się ten film – moim zdaniem niesłusznie. Nie należy bowiem zapominać o czym ten film jest (o robotach z kosmosu), do kogo jest kierowany (przede wszystkim do fanów), do jakiego gatunku się zalicza (rozrywkowe s-f) oraz kto jest reżyserem. No i właśnie, Michael Bay - mimo zapewnień - nie odpuścił sobie tego, co w jego filmach zawsze do tej pory było obecne, a co tak bardzo nie spodobało się (raczej większości widzów) w drugiej części. Chodzi tu oczywiście o filmowanie wdzięków tzw. „superlasek made in America” oraz żarty bazujące na seksie. Muszę przyznać, że osobiście tego nie trawię i – jeśli dobrze pamiętam – są w tym filmie trzy takie sceny, które zdecydowanie psują mi obraz całości. I to one właśnie, a także kilka tzw. „dziur w scenariuszu”, są dla mnie minusem tego filmu. Ale to wszystko. Innych zastrzeżeń nie mam. Wręcz przeciwnie - uważam, że reżyser wywiązał się ze swojej obietnicy i zaserwował widzom prawdziwie epicki finał historii, z fajną, zaskakującą kilkoma zwrotami fabułą, gdzie to roboty a nie ludzie (w końcu) odgrywają najważniejszą rolę. Co prawda nadal jestem zdania, że niektórych bohaterów jest w filmie za mało i należało im poświęcić znacznie więcej uwagi, ale za to niektórzy z nich zaskakują bardzo pozytywnie, będąc dla mnie dużą niespodzianką. Kimś takim jest oczywiście Sentinel Prime – moment w którym zdradza zabijając Ironhide’a całkowicie mnie zaskoczył, a jego finałowa walka z Optimusem jest bodaj najbardziej zaciętą w historii kina akcji i jedną z najlepszych w serii. Sam Optimus, znajdujący się w jeszcze dramatyczniejszej sytuacji niż poprzednio (chodzi oczywiście o zdradę przyjaciela i mentora), jak zwykle nie zawodzi – jest największym plusem filmu i tym bohaterem, który popycha całość do przodu. Bumblebee, po zejściu na dalszy plan w „dwójce”, odzyskuje tu należne miejsce w pierwszym szeregu postaci, a jego przyjaźń z Samem autentycznie wzrusza. Także pozostałe Autoboty wywiązują się ze swoich ról – szczególnie miło patrzy się na Ironhide’a, Sideswipe’a i Dino. Żałuję za to, że nie wykorzystano w pełni potencjału Megatrona (choć jest on Decepticonem, którego nadal najprzyjemniej się ogląda) oraz Shockwave’a (w filmie jest go zdecydowanie za mało, ale wygląda znakomicie!). Jedynie Starscream ma odpowiednio wiele okazji, aby w pełni zaistnieć na ekranie. Całkiem dobrze wypada także Soundwave, choć to nie to samo co w pierwowzorze. A Wreckersi? Jeśli chodzi o postacie robotów, to daleko im do oryginału, a jeśli chodzi o samochody – bomba! No i jeszcze poszczególne sekwencje. Początek pozostawia pewien niedosyt (spodziewałem się, że na ukazanie Cybertronu film poświęci więcej czasu), ale i tak jest świetny, głównie dzięki fantastycznej sekwencji lądowania astronautów na księżycu. Wszystkie sceny z rodzicami Sama Wiwicky’ego jak zawsze są miłe i szczerze zabawne. Dobrze wypada krótka akcja Autobotów w Iraku, a starcie Optimusa z Drillerem w Czarnobylu jest kapitalne (miło zobaczyć do czego Optimusowi jego naczepa). Sekwencja pościgu jak dla mnie jest najlepszą w filmie – zapiera dech w piersi i ma w sobie naprawdę bardzo dużo emocji. Znakomity jest zwłaszcza jej finał pośrodku miasta i w kwaterze głównej NEST, ale o tym, że zdrada Sentinela była dla mnie wielką (pozytywną) niespodzianką już pisałem. Także podobają mi się sceny ukazujące przebieg inwazji Decepticonów na Ziemię – takiego zniszczenia i ilości śmierci wśród ludzi się nie spodziewałem. W takich momentach robi się bardzo mrocznie, przynajmniej jak na „Transformers”. Oczywiście wielkie brawa należą się za sekwencję odlotu Autobotów z Ziemii, a także ich wielki „comeback” w Chicago! No i finałowa bitwa – jedna z najlepszych jakie oglądałem, perfekcyjnie zrealizowana od strony technicznej i mająca w sobie wiele dramaturgii. Jako przykłady przytoczę tutaj: sekwencję z budynkiem niszczonym przez Drillera (tutaj szczególnie dobrze zastosowano 3D), sekwencję ze skoczkami w strojach „sky-suit”, którzy przedzierają się do miasta ostrzeliwani przez myśliwce Decepticonów, egzekucję Autobotów oraz sposób w jaki ukazano metody ludzi walczących z Decepticonami (współpraca spadochroniarzy, snajperów i saperów). I to już prawie wszystko. Na koniec wspomnę jeszcze o kilku aktorach: Shia LaBeouf tak jak w poprzednich filmach wypada bardzo dobrze, na Johna Malkovicha miło popatrzeć, a John Turturro i Alan Tudyk kradną pozostałym cały film - są najlepsi! Jak więc widać „Transformers 3” bardzo mi się podoba. Idealny film dla widzów, którzy szukają w kinie wielu pozytywnych emocji, pozwalając porwać się klimatowi filmowej przygody.
Ona: Muszę przyznać że efekty specjalne, dźwięk i muzyka w tym filmie były naprawdę wspaniałe – i mimo fali krytyki, jaka na ten film spadła mniej czy bardziej słusznie, to trudno będzie innym filmom dorównać poziomowi scen akcji. Sekwencja z walącym się wieżowcem to prawdziwe mistrzostwo i wreszcie technika 3D znalazła swoje właściwe zastosowanie (to tyczy się również “Avatara”) – jako przemyślany, celowo użyty efekt, a nie przypadkowa konwersja, bo tak “będzie fajniej”. Grafika komputerowa nadal bezbłędna. Jednym słowem – pod względem wizualnym – to naprawdę świetne i perfekcyjnie dopracowane widowisko. Fabuła dużo lepsza niż w “Revenge of the Fallen”. To nie jest film dla widza europejskiego – z każdego kadru przebija specyficzna, amerykańska mentalność i poczucie humoru. Ten luz, dystans do samych siebie i duma są nam trochę obce i wydają się nazbyt sztuczne. A ja poprostu założyłam okularki 3D i bez kompleksów pozwoliłam sobie odpłynąć w ten świat i świetnie się bawiłam. Doskonałe kreacje Malkovicha, Turturro i Tudyka, którego uwielbiam. Jeśli mam wybierać rozrywkę między polskimi komediami a tym amerykańskim hiciorem, to trzymam się go rękami i nogami.