Szukaj na tym blogu

środa, 27 lipca 2011

Chrzest (2010)

Gatunek: Dramat obyczajowy
Reżyser: Marcin Wrona
Kraj produkcji: Polska
Obsada: Wojciech Zieliński, Tomasz Schuchardt, Natalia Rybicka, Adam Woronowicz

Opis: Michał pochodzi ze świata przestępczego. Postanowił jednak zacząć uczciwe życie u boku żony i dziecka. Przeszłość jednak upomina się o swoje – Michał musi płacić haracz za spokój rodziny dawnym kolegom z mafii. Zaprasza swojego przyjaciela Janka, któremu kiedyś uratował życie, by został ojcem chrzestnym jego dziecka. Janek jest rozdarty między przyjaźnią z Michałem a karierą w przestępczym w świecie, w którym na Michała wydano już wyrok. Fabuła filmu opiera się na faktach.

On: Przejmujący film o tym, jak wielkie znaczenie ma przyjaźń, która jest tutaj tym czymś, co daje nadzieję na ocalenie tego, co dla nas najdroższe – niekiedy droższe od nas samych i naszego życia. Czymś takim dla głównego bohatera jest jego rodzina. Jest to także obraz mówiący o trudnych wyborach, których podejmowanie nieraz przerasta nas samych, czyniąc nas w pewnym sensie bezradnymi i popycha do czynów destrukcyjnych, krzywdzących nas i innych. “Chrzest” nie daje łatwych odpowiedzi. W tym filmie najważniejszym atutem jest trójka głównych aktorów i ich kreacje.
Ocena: 5  

Ona: Niesamowity film, do samego końca trzymający w napięciu. Jeden z najlepszych polskich dramatów, jaki w ostatnich latach udało mi się obejrzeć. To mocne, brutalne kino, w którym krok po kroku lojalność wobec przyjaciela wypiera lojalność wobec grupy. Pozostaje pytanie – czy ostateczny wybór Janka podyktowany był chęcią chronienia rodziny Michała, który o to go prosił, czy też był  wynikiem potrzeby zdobycia szacunku w grupie przestępczej? Sam tytuł “Chrzest” ma wymiar symboliczy, bo dotyczy nie tylko ceremonii kościelnej, ale również stwarza nowego człowieka – w przypadku Janka może to być “wyznanie wiary” w życie bez zasad, gdzie nie ma miejsca na osobiste sentymenty. Film ma świetnie skonstruowaną dramaturgię. Szczególne wyrazy uznania  dla gry aktorskiej Adama Woronowicza, który wcielając się w czarny charakter stworzył dość demoniczną, ale nie groteskową kreację, odcinając się grubą kreską od swoich poprzednich ról. Również Wojciech Zieliński i Tomasz Schuchardt stworzyli świetny duet aktorski, umiejętnie i sugestywnie dawkując emocje przekazywane widzom. W filmie tym nie ma dobrych rozwiązań. Brutalna rzeczywistość odlicza upływający czas w kolejnych setkach złotych i nie ma takiej sumy, która jest w stanie spłacić dług za zdradę.
Ocena: 5

Źródło obrazu:  http://www.filmweb.pl/film/Chrzest-2010-532942/posters

Essential Killing (2010)

Gatunek: Thriller
Reżyser: Jerzy Skolimowski
Kraj produkcji: Irlandia, Norwegia, Polska, Węgry
Obsada: Vincent Gallo, Emmanuelle Seigner

Opis: Mohammed został schwytany i brutalnie przesłuchiwany przez amerykańskich żołnierzy w Afganistanie. Jako podejrzany o terroryzm, zostaje wysłany do tajnej bazy, gdzieś w Europie Środkowej. Udaje mu się jednak uciec, a droga jaką ma przed sobą, to walka o przetrwanie na wrogiej ziemi, na wszelki możliwy sposób.

On: Zaskakująco dobry film. Z jednej strony jest to przygodówka, w której wiele jest podobieństw, chociażby do „Ściganego” i „Rambo: Pierwsza Krew”. Z drugiej, jest to przejmujący obraz o tragedii współczesnego świata, w którym wszyscy – bez względu na położenie geograficzne – jesteśmy „niewolnikami wojny”, która nas odczłowiecza, budzi w nas najgorsze – zwierzęce wręcz – instynkty, chęć zabijania, ale też przetrwania. W tym świecie nie ma już czerni i bieli – tylko odcienie szarości. Nie ma dobrych i złych, a wszyscy możemy być ofiarami. Znakomici aktorzy, kapitalne zdjęcia w pięknej śnieżnej scenerii. Nieustające napięcie do samego końca. Jeden z najlepszych filmów, jakie widziałem w 2010 roku.
Ocena: 5+

Ona: To niesamowite, że prawie bez użycia słów, tak wiele zostało w tym filmie powiedziane. I nie chodzi tu tylko o nasuwający się w pierwszej kolejności kontekst polityczny. Ten film mówi wiele o człowieku i jego naturze – o tym, że w sytuacji ekstremalnej zachowanie człowieczeństwa przestaje być wartością. Przekroczenie tej granicy prowadzi do absurdu, a wspomnienie dawnego życia jest tylko odległym snem. Postać rzucona w nowe, wrogie środowisko  staje się zwierzyną łowną, na którą na każdym kroku czycha śmierć. Gest pomocy ze strony kobiety na jedną chwilę przynosi ulgę i normalność. Przywraca godność człowieka na właściwe miejsce. Film ten to także ogromny traktat wizulany, gdzie znaczenia symbolicznego nabiera gra barw na ekranie, a każdy kadr jest wysublimowany artystycznie. Fabuła w pewnym momencie odbija w surrealizm i  prowadzi bohatera do nieuchronnego końca. To tak, jakby w tej okrutnej grze otworzyło się tajemnicze okno, które przeprowadza bohatera na inny poziom – poziom wolności od tego wszystkiego czego doświadczył. Biały koń niczym Pegaz zabiera go do innego świata. Ogromne wyrazy uznania dla Vincenta Gallo, który w doskonały sposób udźwignął ciężar tej trudnej roli. Jego charyzma przykuwa uwagę widza do ostatniej chwili. Skolimowski po raz kolejny potwierdził swoje mistrzostwo, serwując oryginaly obraz na najwyższym poziomie.
Ocena: 5+

Źródło obrazu:  http://www.filmweb.pl/film/Essential+Killing-2010-556399/posters

środa, 20 lipca 2011

Dla niej wszystko / The Next Three Days (2010)

Gatunek: Dramat, Kryminał
Reżyser: Paul Haggis
Kraj produkcji: USA
Obsada: Russel Crowe, Elizabeth Banks, Liam Neeson

Opis: Życie Johna i Laury Brennan upływa w spokoju, dopóki w ich drzwiach nie stanie policja z nakazem aresztowania kobiety pod zarzutem morderstwa. John, który jest tylko zwykłym nauczycielem w akcie desperacji jest w stanie zrobić wszystko, aby pomóc swojej żonie wydostać się z więzienia, nawet jeśli jedynym wyjściem ma być ucieczka.

On:  Film ogląda się znakomicie. Śledzenie losów głównego bohatera wciąga i dostarcza niezłą porcję emocji. Doceniam zwłaszcza to, że świetny Russel Crowe  pokazał swoją postać nie jako herosa, ale jako zmagającego się faceta, któremu zdarza się podjąć zarówno dobre jak i złe decyzje. Bardzo dobra reżyseria. W drugiej połowie jest nie co gorzej ale to i tak znakomita rozrywka na najwyższym poziomie. Polecam.
Ocena: 5+

Ona: Nie miałam okazji obejrzeć francuskiego pierwowzoru tego filmu, niemniej jednak wersja Paula Haggisa jest  zdecydowanie warta uwagi. Film pokazuje jak zwykły człowiek, którego życie przyparło do muru, potrafi walczyć o to co kocha, przekraczając wiele norm i granic, wcale nie w hollywodzkim stylu, ale w strachu, determinacji i poczuciu własnej słabości. Film ten ma świetną dramaturgię  - potrafi trzymać w napięciu do samego końca i przede wszystkim wzrusza. Obsada jest znakomita i z przyjemnością ogląda się kolejne wcielenie filmowe Russela Crowe.
Ocena: 5+

źródło obrazu: http://www.filmweb.pl/film/Dla+niej+wszystko-2010-534779/posters

Transformers 3 / Transformers: The Dark of the Moon (2011)

 Gatunek: Science - Fiction
Reżyser: Michael Bay
Kraj produkcji: USA
Obsada: Shia LaBeouf, Rosie Huntington - Whiteley, Josh Duhamel, Tyrese Gibson, John Malkovich, John Turturro, Alan Tudyk

Opis: Wiele lat temu, kiedy koniec wojny Autobotów z Decepticonami był bliski, jeden statek kosmiczny ucieka z Cybertronu. To ARKA, która w ładowni przewozi niezwykle cenny ładunek – sekretną technologię, która może odmienić los umierającej planety. Współcześnie: Optimus Prime odkrywa sekret ludzi, którzy od dawna wiedzieli o wraku ARKI rozbitej na powierzchni ziemskiego księżyca. Od tej chwili Autoboty muszą się śpieszyć, ponieważ jeśli technologia Cybertronu wpadnie w ręce ich wrogów, oznaczać to będzie zagładę całej ludzkości.

On: Jak dla mnie ten film jest zdecydowanie najlepszą częścią cyklu i muszę przyznać, że już dawno (jeśli w ogóle kiedykolwiek) bawiłem się w kinie tak znakomicie. „Transformers 3” to film, który daje widzowi możliwość przeżycia niesamowitej filmowej przygody: zachwycają efekty specjalne, zastosowana technologia 3D, efekty dźwiękowe, sposób filmowania scen akcji, kompozycje muzyczne Steve’a Jablonsky’ego, ale także (dla mnie przede wszystkim) postacie robotów. I to ten aspekt – jako że w końcu jest to film o transformerach – jest największą zaletą obrazu, jak i te elementy fabuły, które bezpośrednio ich dotyczą. Kiedy piszę tą recenzję wiem już z jak wielką krytyką spotkał się ten film – moim zdaniem niesłusznie. Nie należy bowiem zapominać o czym ten film jest (o robotach z kosmosu), do kogo jest kierowany (przede wszystkim do fanów), do jakiego gatunku się zalicza (rozrywkowe s-f) oraz kto jest reżyserem. No i właśnie, Michael Bay - mimo zapewnień - nie odpuścił sobie tego, co w jego filmach zawsze do tej pory było obecne, a co tak bardzo nie spodobało się (raczej większości widzów) w drugiej części. Chodzi tu oczywiście o filmowanie wdzięków tzw. „superlasek made in America” oraz żarty bazujące na seksie. Muszę przyznać, że osobiście tego nie trawię i – jeśli dobrze pamiętam – są w tym filmie trzy takie sceny, które zdecydowanie psują mi obraz całości. I to one właśnie, a także kilka tzw. „dziur w scenariuszu”, są dla mnie minusem tego filmu. Ale to wszystko. Innych zastrzeżeń nie mam. Wręcz przeciwnie - uważam, że reżyser wywiązał się ze swojej obietnicy i zaserwował widzom prawdziwie epicki finał historii, z fajną, zaskakującą kilkoma zwrotami fabułą, gdzie to roboty a nie ludzie (w końcu) odgrywają najważniejszą rolę. Co prawda nadal jestem zdania, że niektórych bohaterów jest w filmie za mało i należało im poświęcić znacznie więcej uwagi, ale za to niektórzy z nich zaskakują bardzo pozytywnie, będąc dla mnie dużą niespodzianką. Kimś takim jest oczywiście Sentinel Prime – moment w którym zdradza zabijając Ironhide’a całkowicie mnie zaskoczył, a jego finałowa walka z Optimusem jest bodaj najbardziej zaciętą w historii kina akcji i jedną z najlepszych w serii. Sam Optimus, znajdujący się w jeszcze dramatyczniejszej sytuacji niż poprzednio (chodzi oczywiście o zdradę przyjaciela i mentora), jak zwykle nie zawodzi – jest największym plusem filmu i tym bohaterem, który popycha całość do przodu. Bumblebee, po zejściu na dalszy plan w „dwójce”, odzyskuje tu należne miejsce w pierwszym szeregu postaci, a jego przyjaźń z Samem autentycznie wzrusza. Także pozostałe Autoboty wywiązują się ze swoich ról – szczególnie miło patrzy się na Ironhide’a, Sideswipe’a i Dino. Żałuję za to, że nie wykorzystano w pełni potencjału Megatrona (choć jest on Decepticonem, którego nadal najprzyjemniej się ogląda) oraz Shockwave’a (w filmie jest go zdecydowanie za mało, ale wygląda znakomicie!). Jedynie Starscream ma odpowiednio wiele okazji, aby w pełni zaistnieć na ekranie. Całkiem dobrze wypada także Soundwave, choć to nie to samo co w pierwowzorze. A Wreckersi? Jeśli chodzi o postacie robotów, to daleko im do oryginału, a jeśli chodzi o samochody – bomba! No i jeszcze poszczególne sekwencje. Początek pozostawia pewien niedosyt (spodziewałem się, że na ukazanie Cybertronu film poświęci więcej czasu), ale i tak jest świetny, głównie dzięki fantastycznej sekwencji lądowania astronautów na księżycu. Wszystkie sceny z rodzicami Sama Wiwicky’ego jak zawsze są miłe i szczerze zabawne. Dobrze wypada krótka akcja Autobotów w Iraku, a starcie Optimusa z Drillerem w Czarnobylu jest kapitalne (miło zobaczyć do czego Optimusowi jego naczepa). Sekwencja pościgu jak dla mnie jest najlepszą w filmie – zapiera dech w piersi i ma w sobie naprawdę bardzo dużo emocji. Znakomity jest zwłaszcza jej finał pośrodku miasta i w kwaterze głównej NEST, ale o tym, że zdrada Sentinela była dla mnie wielką (pozytywną) niespodzianką już pisałem. Także podobają mi się sceny ukazujące przebieg inwazji Decepticonów na Ziemię – takiego zniszczenia i ilości śmierci wśród ludzi się nie spodziewałem. W takich momentach robi się bardzo mrocznie, przynajmniej jak na „Transformers”. Oczywiście wielkie brawa należą się za sekwencję odlotu Autobotów z Ziemii, a także ich wielki „comeback” w Chicago! No i finałowa bitwa – jedna z najlepszych jakie oglądałem, perfekcyjnie zrealizowana od strony technicznej i mająca w sobie wiele dramaturgii. Jako przykłady przytoczę tutaj: sekwencję z budynkiem niszczonym przez Drillera (tutaj szczególnie dobrze zastosowano 3D), sekwencję ze skoczkami w strojach „sky-suit”, którzy przedzierają się do miasta ostrzeliwani przez myśliwce Decepticonów, egzekucję Autobotów oraz sposób w jaki ukazano metody ludzi walczących z Decepticonami (współpraca spadochroniarzy, snajperów i saperów). I to już prawie wszystko. Na koniec wspomnę jeszcze o kilku aktorach: Shia LaBeouf tak jak w poprzednich filmach wypada bardzo dobrze, na Johna Malkovicha miło popatrzeć, a John Turturro i Alan Tudyk kradną pozostałym cały film - są najlepsi! Jak więc widać „Transformers 3” bardzo mi się podoba. Idealny film dla widzów, którzy szukają w kinie wielu pozytywnych emocji, pozwalając porwać się klimatowi filmowej przygody.
Ocena: 6

Ona: Muszę przyznać że efekty specjalne, dźwięk i muzyka w tym filmie były naprawdę wspaniałe – i mimo fali krytyki, jaka na ten film spadła mniej czy bardziej słusznie, to trudno będzie innym filmom dorównać poziomowi scen akcji. Sekwencja z walącym się wieżowcem to prawdziwe mistrzostwo i wreszcie technika 3D znalazła swoje właściwe zastosowanie (to tyczy się również  “Avatara”) – jako przemyślany, celowo użyty efekt, a nie przypadkowa konwersja, bo tak “będzie fajniej”. Grafika komputerowa nadal bezbłędna. Jednym słowem – pod względem wizualnym – to naprawdę świetne i perfekcyjnie dopracowane widowisko. Fabuła dużo lepsza niż w “Revenge of the Fallen”. To nie jest film dla widza europejskiego – z każdego kadru przebija specyficzna, amerykańska mentalność i poczucie humoru. Ten luz, dystans do samych siebie i duma są nam trochę obce i wydają się nazbyt sztuczne. A ja poprostu założyłam okularki 3D i bez kompleksów pozwoliłam sobie odpłynąć w ten świat i świetnie się bawiłam. Doskonałe kreacje Malkovicha, Turturro i Tudyka, którego uwielbiam. Jeśli mam wybierać rozrywkę między polskimi komediami a tym amerykańskim hiciorem, to trzymam się go rękami i nogami.
Ocena: 5


Popularne posty