Szukaj na tym blogu

wtorek, 28 czerwca 2011

Transformers: Zemsta upadłych / Transformers: Revenge of the Fallen (2009)

Gatunek: Science - Fiction
Reżyser: Michael Bay
Kraj produkcji: USA
Obsada: Shia LaBeouf, Megan Fox, Josh Duhamel, Tyrese Gibson, John Turturro

Opis: Minęły dwa lata. Nowy zespół Autobotów wraz z Optimusem Primem, współpracuje z ludźmi, tworząc oddział NEST. Wspólnie tropią niedobitki Decepticonów, którzy ukrywają się w najróżniejszych zakątkach na całym globie. Tymczasem Sam Witwicky po zetknięciu z odłamkiem Wszechiskry zaczyna widzieć tajemnicze symbole, przez co ponownie staje się celem Decepticonów. Jednocześnie rozpoczyna się morderczy wyścig, którego stawką jest Energon – źródło życia wszystkich Transformerów.

On: Oglądając ten film należy pamiętać o jednym: to film przede wszystkim dla fanów. Niestety, mimo wielu kapitalnych pomysłów, nie uniknięto błędów takich jak sceny i postacie, tak naprawdę nie mające znaczenia dla fabuły (część filmu przedstawiająca Sama na Uniwersytecie nic nie wnosi, tak jak niepotrzebne postacie Leo i Alice – Pretendera). Zbyt duży nacisk postawiono na ludzi, a za mały na roboty, przez co wielu z nich niestety robi tylko za statystów. A jednak nadal jest to rozrywka na najwyższym poziomie. Sekwencja otwierająca film (w Szanghaju) jest znakomita, tak jak bitwa pod piramidami. Z kolei starcie między Optimusem i Megatronem w leśnej scenerii – to najlepsza sekwencja akcji jaką widziałem w kinie. Majstersztyk! Znakomicie wypadają Optimus, Bumblebee, Megatron, Jetfire, Sideswipe, Reedman i Devastator. Kapitalne plenery, dźwięk i muzyka. Efekty specjalne oszałamiają rozmachem. W filmie przebrzmiewa klimat „Kina Nowej Przygody”, a poszukiwania Matrycy Przywództwa i grobowca Prime’ów nasuwają jednoznaczne skojarzenia z cyklem „Indiana Jones”. Wielkie oklaski dla Johna Turturro, który kradnie show nie tylko innym aktorom, ale i samym Transformerom.
Ocena: 6

Ona: „Revenge of the Fallen” wypada dla mnie dużo słabiej niż pierwsza część trylogii. Za dużo postaci, dziwnych żartów, lśniącej opalenizny M. Fox, a za mało fabuły. I te nieszczęsne piramidy... Technicznie i graficznie – bardzo dobry, natomiast sama historia jest  zbyt banalna i brakowało mi trochę atmosfery grozy. Nie jest tragicznie, ale mogło być lepiej.
Ocena: 4+

Źródło obrazu: http://www.filmweb.pl/film/Transformers+Zemsta+upad%C5%82ych-2009-442795/posters

Transformers (2007)

Gatunek: Science - Fiction
Reżyser: Michael Bay
Kraj produkcji: USA
Obsada: Shia LaBeouf, Megan Fox, Josh Duhamel, Tyrese Gibson, John Turturro

Opis: Kilkunastoletni Sam Witwicky kupuje swój wymarzony pierwszy samochód, który niedługo potem okazuje się niezwykle przydatny w poderwaniu najpiękniejszej dziewczyny z jego szkoły. Radość nie trwa jednak długo – okazuje się , że ktoś chce uprowadzić chłopaka i wyciągnąć z niego jakieś informacje. I ten ktoś (a właściwie oni) nie są... ludźmi lecz maszynami. Z opresji nieoczekiwanie ratuje go inny robot, który do tej pory ukrywał się pod postacią jego samochodu. W ten właśnie sposób Sam i jego dziewczyna znajdą się w samym środku wojny robotów – Autobotów i Decepticonów – które przybyły na Ziemię z planety Cybertron.

On: Czekałem na ten film przeżywając każdą informację związaną z produkcją a potem kampanią promocyjną. I muszę przyznać, że kampania była jedną z lepszych jeśli chodzi o hollywoodzkie filmy. Moje oczekiwania były ogromne. Nazwisko Spielberga dawało nadzieję, nazwisko Bay’a raczej nie. A jednak twórcy spisali się znakomicie, a film zasłużenie był wielkim hitem. Opowiedziana historia jest bardzo fajna, film ma dobre tempo i wiele emocji. Od strony technicznej to majstersztyk – ILM wykreowało najlepsze efekty specjalne w dziejach (w robotach nie ma żadnej sztuczności), znakomite zdjęcia (lokalizacje i filmowanie scen akcji), dźwięk, montaż, muzyka (wielkie brawa dla Steve’a Jablonsky’ego, choć szkoda, że w filmie nie pojawia się temat muzyczny Transformers). Aktorzy dobrze wywiązują się ze swoich ról (dobrze wypada zwłaszcza Shia LaBeouf). Dobre elementy komediowe. No i roboty: najważniejsze było dla mnie to, aby charakter i osobowość bohaterów pozostały niezmienione względem ich pierwowzorów. Cybertonianie są fantastyczni, zwłaszcza Optimus, Bumblebee, Ironhide i Megatron. Walki robotów “wciskają w fotel”. Kapitalne są pościgi samochodów i finałowe starcie. Oklaski za sekwencję przybycia Autobotów na Ziemię, a także pomysł, aby głosu Optimusowi użyczył Peter Cullen. W filmie jest wiele tzw. “smaczków dla fanów”, których wychwytywanie daje wiele frajdy. “Transformers” to jedna wielka przygoda.
Ocena: 6

Ona: „Transformers” to przede wszystkim ukłon w stronę fanów tego komiksu. Michael Bay postarał się o stronę techniczną swojego filmu – postacie robotów są perfekcyjnie dopracowane i poruszają się w dość naturalny sposób. Świetnie i z rozmachem wypadają również sceny pościgów i walk. Bardzo ładna muzyka Jablonsky’ego. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, ale przedstawiona w niegłupi sposób i nie stroni od poczucia humoru. Nie brakuje słabych punktów, jak zbyt mocny nacisk na ekspozycję walorów Megan Fox, ale generalnie jest to dobrze zrobione scince – fiction. W tym filmie podoba mi się to, że nie jest pustą strzelanką, ale pokazuje się również przyjaźń, poświęcenie, honor, zasady. Można powiedzieć że to taka „współczesna męska baśń”.
Ocena: 5

Źródło obrazu: http://www.filmweb.pl/Transformers/posters

Drzewo życia / Tree of Life (2011)

Gatunek: Melodramat
Reżyser: Terrence Malick
Kraj produkcji: USA
Obsada: Hunter McCracker, Brad Pitt, Jessica Chastain, Sean Penn

Opis: Historia rodziny O’Brien, połączona z rozważaniami o istnieniu Boga i sensie życia. Fabuła przeplatana widowiskowymi obrazami mikro- i makrokosmosu, początków świata oraz jego końca.




On: Zawiodłem się na tym filmie i to bardzo. Niestety po reżyserze „Cienkiej czerwonej linii” oczekiwałem czegoś więcej. Jest to film fajnie zrobiony technicznie i z pomysłem, ale końcowe wykonanie zawodzi. Historia głównego bohatera jest przejmująca i znakomicie zagrana, ale w końcu okazuje się to bez znaczenia, bo ostatecznie film prowadzi film do nikąd. Jedynie co mi pozostawił to – niestety – niesmak.
Ocena: 3+

Ona: Film ten niestety mnie rozczarował. W zasadzie to świetny materiał na kilka różnych filmów. Historia rodziny jest fabularnie jego najmocniejszą stroną. Pozostałe artystyczne obrazy, choć niezwykle piękne i symboliczne niewiele wnoszą. I choć można wszystkie te elementy na siłę łączyć i doszukiwać się głębokich sensów, to będzie to mimo wszystko zaledwie „ślizganie się po powierzchni” tematu. Myślę, że zamysł przerósł mistrza i branie na barki takiego ogromu metafizyki, filozofii, człowieczeństwa i zduszenie tego w jednym obrazie musi się skończyć głębokim niedosytem, chyba, że o to właśnie Malickowi chodziło. Dla mnie ten obraz jest dalekim echem „Źródła” Aronofsky’ego a „Melancholia” von Triera bardziej porusza, choć nie jest tak spektakularna. Nie można jednak nie docenić świetnej gry aktorskiej Brada Pitta oraz klimatycznych zdjęć Emmanuela Lubezkiego. Sean Penn, niestety, nie miał tam za wiele do roboty.
Ocena: 4

X-Men Geneza: Wolverine / X-Men Orgins: Wolverine (2009)

Gatunek: Akcja, Science – Fiction,
Reżyser: Gavin Hood
Kraj produkcji: USA
Obsada: Hugh Jackman, Liev Schreiber

Opis:  Historia początków Wolverina, jednego z najpopularniejszych spośród X-Menów. Opowieść o jego smutnym dzieciństwie, udziale w największych wojnach ludzkości, uczestnictwie w programie Weapon X i... miłości, która ostatecznie doprowadziła tragicznych wydarzeń w życiu bohatera.


On: Jest to film, który sprawia wrażenie nierównego, jakby chciano w nim opowiedzieć zbyt wiele za jednym zamachem. To tak naprawdę powinny być dwa filmy, a tak – zbyt wiele istotnych elementów fabuły potraktowano zbyt marginalnie. Za mało tu o uczestnictwie Wolverina w jednostce wojskowej Strykera, a to, co powinno być najważniejsze – wszczepienie bohaterowi Adamantium – okazuje się najgorszą sekwencją filmu, bo to tak naprawdę powinien być oddzielny film. A jednak jako kino przygodowe sprawdza się bardzo dobrze: fajne sceny akcji, efekty specjalne, muzyka i aktorzy (zwłaszcza Liev Schreiber, któremu udało się przyćmić Hugh Jackmana, za co należą mu się brawa). Ostatecznie bardzo fajny film z serii “X-Men” (lepszy od trzeciej części).
Ocena: 5

Ona: Był to pierwszy film o „X-Menach” jaki obejrzałam. Przyznam, że zrobiłam to na zasadzie „ z braku laku...”. Byłam całkiem miło zaskoczona, że udało się tu zbudować tak ciekawie postać głównego bohatera, nie odrywając go za mocno od realizmu. Film ten nie jest jedynie zlepkiem efektownych walk, ale stara się o uwiarygodnienie postaci, jego wyborów i charakteru. Mimo iż fani komiksu słusznie zarzucają to, że nie oddano wiernie kluczowych momentów związanych z tożsamością Wolverina, dla mnie była to dość sprawnie opowiedziana historia, świetnie zagrana przez Hugh Jackmana, który niejako „wrósł” już w tę postać. Najwięcej zarzucić mogę walce finałowej, gdyż jak na ten rodzaj filmu jest dość mało ekscytująca i pozostawia niedosyt... No i wprawne oko wyłapie, co się nie zgadza w fabule najnowszych X-Menów w stosunku do reszty filmów, ale to słodka tajemnica J Kto już wie, niech wpisze na forum J
Ocena: 5

Źródło obrazu: http://www.filmweb.pl/film/X-Men+Geneza+Wolverine-2009-214307/posters

wtorek, 14 czerwca 2011

X-Men: Pierwsza Klasa / X-Men: First Class (2011)

Gatunek: Akcja, Science – Fiction,
Reżyser: Matthew Vaughn
Kraj produkcji: USA
Obsada: James McAvoy, Michael Fassbender, Kevin Bacon

Opis:  W czasach tzw. „Zimnej Wojny” nad ludzkością zawisło śmiertelne zagrożenie. Grupa mutantów pod przewodnictwem Sebastiana Shawa (Hellfire Club) próbuje doprowadzić do zagłady ludzkości i zasiedlenia Ziemi nową rasą mutantów. W akcie desepracji CIA zwraca się z prośbą o pomoc do specjalisty w dziedzinie mutacji genetycznych – Charlesa Xaviera. Rekrutuje on grupę młodych ludzi o niezwykłych zdolnościach, którzy przeciwstawią się wrogim działaniom Shawa. Pośród nich jest Erik Lehnscheer, który ma z Shawem do wyrównania osobiste porachunki.

On: Kolejna zmiana reżysera przyczyniła się do tego, że X-Meni odzyskali dawną świetność. Oglądając ten film czułem się prawie tak samo, jak 11 lat temu, kiedy pierwszy film Bryana Singera dostarczył mi wielu niezapomnianych wrażeń. W filmie jest wiele fantastycznych sekwencji akcji z fajnymi efektami specjalnymi, ale na szczęście nie zapomniano o bohaterach, którym nie wystarcza tylko to, aby „być” na ekranie – te postacie naprawdę zapadają w pamięć, nie są dla widzów obojętne. Najlepiej wypadają James McAvoy, Michael Fassbender i Kevin Bacon. Pozytywnie zaskoczyła mnie zwłaszcza postać Erika – po obejrzeniu filmu żałowałem, że przeszedł na złą stronę. Kapitalna muzyka. Sekwencja w której Magneto wyciąga z oceanu łódź podwodną wbija w fotel. Nie wszystko jednak wypada tak dobrze jak by się chciało: Niektóre postacie są na zbyt dalekim planie, Beast nieco rozczarowuje (ale tylko trochę, bo w sumie można go polubić), także Hellfire Club nie jest tak przerażającą organizacją jak to było w komiksach, które czytałem. Całkiem fajny pomysł na fabułę utrzymaną w “bondowskiej” konwencji. Tak naprawdę nie mam więcej zastrzeżeń. Film bardzo mi się podobał i czekam na kolejne, oby tak samo dobre, albo nawet lepsze. I jeszcze coś na koniec: Hugh Jackman Rządzi!
Ocena: 6-

Ona: Dla mnie ten film przebił swoje poprzednie części. Pogłębiona analiza psychologiczna, pokazywanie słabości i codziennego życia bohaterów czyni ich bliższymi dla widza. Do tego postacie są świetnie zagrane, a przez to bardziej realistyczne. Świetna rola Fassbendera, który w roli Magneto pokazał ścierającego się z samym sobą i pełnego sprzecznych dążeń mutanta. Film ten potrafi wzruszyć i wciągnąć. Ma ukryte liczne smaczki dla wielbicieli tej serii, przez co wpisuje się w nurt dotychczas stworzonych filmów, ale z drugiej strony pokazuje historię świeżą z nowymi bohaterami i wrogami. Wartka akcja pełna dynamicznych ujęć, ale nie epatująca za mocno efekciarstwem. Myślę, że pochlebne opinie recenzentów są zasłużone.
Ocena: 5+

Źródło obrazu:  http://www.filmweb.pl/film/X-Men+Pierwsza+klasa-2011-489280/posters

środa, 8 czerwca 2011

X- Men: Ostatni Bastion / The Last Stand (2006)

Gatunek: Science – Fiction
Reżyser: Brett Ratner
Kraj produkcji: Kanada, USA, Wielka Brytania
Obsada: Patrick Steward, Hugh Jackman, Halle Berry
                       
Opis: Wynalezienie leku o nazwie Remedium, powoduje, że mutanci zostają postawieni przed wyborem: zachować swoje moce i odmienność, czy przyjąć lek i stać się tzw. “zwyczajnym człowiekiem”. Ostatecznie doprowadzi to do decydującego starcia między ludźmi i mutantami. Zadaniem uczniów Xaviera będzie ochrona małego chłopca, który jest źródłem leku, oraz ocalenie ludzkości przed istotą o mocy zdolnej zniszczyć cały wszechświat.

On: Nowy reżyser zrobił film w zupełnie innym klimacie. Temat nietolerancji nadal jest najważniejszy, ale całość jest bardziej kolorowa, rozrywkowa i efekciarska (choć efekty specjalne są kapitalne). Jest tutaj wiele emocji i świetnych momentów, ale coś jest nie tak jak trzeba. Zbyt wiele niepotrzebnych postaci, wciśniętych jakby na siłę, które nawet nie dostają szansy na rozwinięcie swojej historii – niepotrzebni statyści i wypełniacze. Jedyne co robią, to wprowadzenie zbędnego zamieszania, czym tylko przyćmiewają głównych bohaterów, a tak być niepowinno. Całość ratują Wolverine (jak zawsze najlepszy), Jean Grey i Charles Xavier. Niestety, X3 jest najsłabszym filmem z całej trylogii.
Ocena: 4+

Ona: Ta część różni się od pozostałych znacznie – jest bardziej mroczna i nieprzewidywalna. Część bohaterów z poprzednich filmów ginie a cała walka, która zaczyna się toczyć między mutantami jest coraz bardziej dramatyczna. Na dwóch przeciwległych biegunach stoi ratunek dla mutantów chcących stać się zwykłymi ludźmi i ogromna moc niszczycielska. Najlepsze efekty specjalne w całej serii. W przeciwieństwie do pozostałych części “Ostatni Bastion” angażuje emocjonalnie. Ten film naprawdę wciąga, czego dowodem jest ta pochlebna recenzja, od takiego laika komiksowego, jak ja J 
Ocena: 5

X- Men 2 / X2 (2003)

Gatunek: Science – Fiction
Reżyser: Bryan Singer
Kraj produkcji: USA
Obsada: Patrick Steward, Hugh Jackman, Halle Berry

Opis: Kiedy jeden z mutantów dokonuje zamachu na prezydenta Stanów Zjednoczonych, Generał William Stryker otrzymuje pozwolenie spacyfikowania szkoły Xaviera. Jednocześnie wojskowi wprowadzają w życie swój plan zniszczenia wszystkich mutantów. Kiedy Charles Xavier i kilku jego studentów zostają uprowadzeni, X-Meni muszą połączyć siły ze swoim dawnym przeciwnikiem, aby uniknąć zagłady swoich braci mutantów.

On: X2 – zrobiony dokładnie przez tą samą ekipę co X1 – jest tak samo dobry jak poprzednik. Znakomita fabuła, kapitalne efekty specjalne i sekwencje akcji (scena w Białym Domu, atak na szkołę mutantów, pościg myśliwców wojskowych za Blackbirdem, walka Wolverina z Deathstike), a także niepowtarzalny klimat. Duży plus za obsadę. X2 to kolejny film, który opowiada historię mutantów w sposób jak najbardziej realistyczny (przynajmniej w takim stopniu, jak to jest możliwe). I jeszcze coś: X2 ma jeden z najlepszych finałów w kinie hollywoodzkim w ogóle – zapowiedź tego co może dziać się w kolejnym filmie jest zaskakująca (a to, że część trzecia nie wykorzystała w pełni tego potencjału to już inna rzecz).
Ocena: 6

Ona: Podobnie jak pierwsza część – idea tej historii jest ciekawa, ale sama fabuła nie wkręciła mnie za mocno. Jak zwykle historia Logana jest najciekawszym wątkiem. Poza tym, obejrzałam ten film jak odcinek telewizyjnej przygodówki.
Ocena: 5-


X- Men (2000)

Gatunek: Science – Fiction
Reżyser: Bryan Singer
Kraj produkcji: USA
Obsada: Patrick Steward, Hugh Jackman

Opis: Niedaleka przyszłość. Tzw. „mutanci” istnieją, żyjąc pośród ludzi w ukryciu. Amerykański senat obraduje nad ustawą o ich rejestracji. Narasta niechęć do „odmieńców”. Nieliczni mogą odnaleźć schronienie w „Szkole dla Uzdolnionej Młodzieży” Charlesa Xaviera, który także jest mutantem i uczy tam swoich studentów panowania nad ich mocami, oraz wykorzystywania ich jedynie w słusznej sprawie. Przyszłość wszystkich mutantów pozostaje pod znakiem zapytania, kiedy nieoczekiwanie jeden z senatorów zostaje uprowadzony. Xavier wie, że ktoś chce doprowadzić do wojny między nimi a ludźmi, a tym kimś jest jego dawny przyjaciel...

On: Nigdy nie byłem fanem „X-Menów”, choć znam ten komiks i nawet mi się podobał. Do kina szedłem bez większych oczekiwań, głównie z ciekawości, związanej z efektami specjalnymi. Moje zaskoczenie było ogromne – pozytywnie, rzecz jasna. Bryan Singer zrobił film na zasadzie „co by było gdyby” ludzie obdarzeni mocami poprzez mutację istnieli naprawdę. To nie efekty specjalne grają tu główną rolę, lecz fabuła i postacie. Już pierwsze sceny (z małym Erikiem w Oświęcimiu i pocałunkiem Rouge) pokazują, że jest to film który chce mówić o czymś więcej niż tylko o potyczkach „tych dobrych i złych”. Aktorzy wypadają kapitalnie (od tego filmu wielką karierę zaczął Hugh Jackman) jak i klimat całej opowieści oraz przewodni temat muzyczny Michaela Kamena. Ten film był bardzo długo dla mnie tą najlepszą ekranizacją komiksu o superbohaterach.
Ocena: 6

Ona: Film ten dość słabo zapadł mi w pamięć. Chyba nie do końca jestem targetem tej historii...bo nie znam komiksów, ale sama fabuła tak średnio mi się podobała. Fajne jest samo założenie – o tym że ludzie, którzy są “inni” żyją i ukrywają się wokół nas, niosąc brzemię swojej odmienności. Plus za efekty specjalne i świetną obsadę. Hugh Jackman w swojej kultowej roli. Dla komiksiarzy – godny polecenia, dla ich dziewczyn...no może nie do końca J
Ocena: 5-


niedziela, 5 czerwca 2011

Melancholia (2011)

Gatunek: Dramat, Science – Fiction, Katastroficzny
Reżyser: Lars von Trier
Kraj produkcji: Dania, Francja, Niemcy,Szwecja
Obsada: Kirsten Dunst, Charlotte Grainsbourg, Stellan Skarsgård, Kiefer Sutherland, John Hurt

Opis: Justine jest młodą kobietą, osiągającą sukcesy w branży reklamowej. Cierpi jednak na głęboką depresję, która nie pozwala jej cieszyć się nawet z własnego ślubu, mimo presji nadopiekuńczej siostry i sponsorującego całą imprezę szwagra. W tym samym czasie na niebie pojawia się  wędrowna planeta - Melancholia, która niebezpiecznie zbliża się do Ziemi. W obliczu zagrożenia życie i relacje obu sióstr w ekstremalny sposób ulegną zmianie.

On: Choć nie zupełnie wolny od typowych von Trierowskich elementów, film ten jest inny od poprzednich w dorobku reżysera. Nietypowe połączenie dramatu z kinem katastroficznym jest w istocie bardzo głębokim, angażującym sportretowaniem depresji. Z kolei portret ten choć momentami wywołuje u widza przygnębienie, potrafi także wzruszyć – kiedy obserwujemy główną bohaterkę w kolejnych trudnych sytuacjach, zaczynamy ją rozumieć i współczuć jej. Ten film nie pozostawia widza obojętnym. W trakcie seansu zmienia się nasza opinia o ukazywanych wydarzeniach oraz głównych bohaterkach (Claire, Justine). Zaskakujący finał. Największym plusem są jak zawsze aktorzy, ale trzeba także docenić piękne obrazy, muzykę, efekty specjalne i dźwiękowe. Ten film był dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Solidny kawałek kina.
Ocena: 5+

Ona: To był dla mnie jeden z najpiękniejszych i najsubtelniejszych obrazów tego reżysera. Świetnie zagrany, zanurzony w niuansach spojrzeń i gestów. Wspaniale spisała się nie tylko Kirsten Dunst, ale także Charlotte Grainsbourg (dość subtelna i emocjonalna rola, daleka od klimatu “Antychrysta”) i Kiefer Sutherland, który wprowadził nieco rozluźniającego charakteru w pierwszych scenach filmu. Film symboliczny, pełen odniesień do sztuki i apokaliptycznych wyobrażeń. Mimo, swego eschatologicznego charakteru, ma on w brew pozorom pozytywny przekaz o sile miłości i nierozerwalnych więziach, które są ważniejsze niż choroba i śmierć. Widowiskowe efekty specjalne studia Platige Image. To obraz katastrofy kosmicznej duszy, gdzie „ja” zostaje pochłonięte i zniszczone przez lęk i bezsens. W obliczu tego końca świata każda zewnętrzna katastrofa jest wybawieniem.
Ocena: 6

Źródło obrazu:  http://www.filmweb.pl/film/Melancholia-2011-547745/posters

środa, 1 czerwca 2011

Dogville (2003)

Gatunek: Dramat
Reżyser: Lars von Trier
Kraj produkcji: Dania, Finlandia, Francja, Holandia, Japonia, Niemcy, Norwegia, Szwecja, Wielka Brytania, Włochy
Obsada: Nicole Kidman, Stellan Skarsgård

Opis: Grace ucieka przed gangsterami, chroniąc się w kopalni leżącej tuż przy prowincjonalnym, amerykańskim miasteczku Dogville. Odnajduje ją Tom Jr. – filozof, należący do społeczności miasteczka. Przygarnia on Grace do siebie i próbuje przekonać do pomocy zalęknionej dziewczynie resztę mieszkańców. Aby zyskać ich sympatię Grace musi pomagać każdej osobie za niewielką pensję. Przyjęta do społeczności dziewczyna odczuje jednak, jak bardzo różni się od mieszkańców tego miasteczka.

On: Na wstępie gratuluję reżyserowi pomysłu z oszczędnymi dekoracjami – proste i genialne zarazem. Dodatkowe plusy za fabułę, jak zawsze za obsadę a także za finał. Oczywiście nie brak w tym filmie typowej dla von Triera przesady w ukazywaniu ludzkiego okrucieństwa... Jednak dla pasjonatów tego rodzaju kina jest to z pewnością pozycja obowiązkowa.
Ocena: 5

Ona: Film ten jest ekstremalnym przykładem na to, jak wielką siłą jest gra aktorska i emocje które daje się widzom. Szczątkowa scenografia dodaje temu filmowi mroczności i czyni z niego pewnego rodzaju uniwersalne misterium. Destrukcyjne mechanizmy rządzące zachowaniami społecznymi są tutaj obnażone i wytknięte. Można doszukac się analogii do rasizmu i szowinizmu, a wszysto to okraszone gangsterskim klimatem.
Ocena: 5+


Przełamując fale / Breaking the Waves (1996)

Gatunek: Dramat
Reżyser: Lars von Trier
Kraj produkcji: Dania, Francja, Holandia, Islandia, Norwegia, Szwecja
Obsada: Emily Watson, Stellan Skarsgård


Opis: Jan zaraz po ślubie wyjeżdża do pracy na platformę wiertniczą, pozostawiając w domu swoją młodą żonę Bess, której tęsknota za mężem graniczy z obłędem. Na ich nieszczęście Jan ulega groźnemu wypadkowi, po którym jest całkowicie sparaliżowany. Będąc w głębokim załamaniu prosi żonę, by opowiadała mu o przygodach erotycznych z innymi mężczyznami. Bess wierząc, że to poświęcenie przyniesie uzdrowienie dla Jana, spełnia jego prośbę.

On: Na wstępie zaznaczam, że mój stosunek do tego filmu w trakcie seansu zmieniał się wielokrotnie. Oczywiście Lars von Trier nie byłby sobą, gdyby nie zaszokował, ukazując w całej okazałości ludzki obłęd, depresję i krzywdę fizyczną na tle seksualnym (czego w tych filmach szczerze nienawidzę). Ten film jest jednak inny od pozostałych, które miałem przyjemność obejrzeć. Ukazana w tym filmie historia miłości jest jedną z najprawdziwszych i najbardziej wzruszających, jaką kiedykolwiek oglądałem. Wielkie brawa dla aktorów, którzy brawurowo stworzyli przejmujące kreacje. Historia Jana i Bess, którzy mimo wszelkich przeciwności autentycznie walczą o siebie i o swoją miłość, całkowicie angażuje widza i nie pozostawia obojętnym do samego końca, a sam finał jest jak najbardziej optymistyczny i dający nadzieję. Podsumowując: jest to jedna z najlepszych filmowych historii miłosnych, o wiele lepsza od hollywoodzkich „ Titaniców” itp.
Ocena: 6

Ona: Jak daleko sięga poświęcenie dla milości? Według Larsa von Triera aż po śmierć. Bess przekracza granicę zasad, moralności i zdrowego rozsądku w swojej niedojrzałej, naiwnej ale jakże silnej wierze w to, że jej poświęcenie uratuje męża. Poświęca swoje ciało całkowicie na ofiarę miłości dla Jana, który do końca nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji swojej prośby. Staje się wyklęta w oczach hermetycznej i konserwatywnej społeczności, a dla siebie samej  jest powierniczką boskiej misji, która ma przynieść cud. Film niezwykły, szalenie odważny i nowatorski jak na swoje czasy, a przy tym przejmujący. Wybija on bohaterów i widzów poza ramy schematów moralnych i społecznych, wskazując, że miłość to coś więcej niż zasady.
Ocena: 6

Źródło obrazu: http://www.filmweb.pl/film/Prze%C5%82amuj%C4%85c+fale-1996-158/posters

Tańcząc w ciemnościach / Dancer in the Dark (2000)

Gatunek: Dramat, Musical
Reżyser: Lars von Trier
Kraj produkcji: Dania, Szwecja, Francja
Obsada: Björk, Catherine Deneuve, David Morse, Peter Stormare

Opis: Selma jest pracownicą fabryki wyrobów metalowych na amerykańskiej prowincji. Jest samotną matką małego chłopca, z którym przyjechała do Stanów z ubogiego kraju Europy Wschodniej. Pracuje ciężko, biorąc nadgodziny, by związać koniec z końcem i zrealizować swój plan. Kiedy przychodzą problemy, ucieka w świat marzeń musicalowych, w których odgrywa główną rolę. Musical przecież nie może skończyć się źle...

On: Jest to tragicznie nierówny film. Widać zdecydowanie, że von Trier po raz kolejny chciał zaszokować i wymyślił sobie, że tym razem posłuży się musicalem. Do pewnego momentu mamy więc historię milutkiej dziewczyny na tle amerykańskiej sielanki, później nagle wszystko się zmienia i biedne dziewczę, zdradzone niemalże przez wszystkich ze swojego otoczenia, poddawana jest iście Chrystusowym mękom. I pytam się: po co to? A jednak pomimo tych wszystkich zgrzytów fabularnych, które sprawiają że film jest „dla wszystkich i dla nikogo”, czasami potrafi naprawdę wzruszyć i można przejąć się w nim losami bohaterów. Reżyser po raz kolejny pokazał, że umiejętność „naciskania na odpowiednie guziki” opanował do perfekcji. Gdyby powstrzymał nieco swoje sadystyczne zapędy, były to film naprawdę bardzo dobry, a tak jest co najwyżej dobry.
Ocena: 5-

Ona: Film ten nie jest tylko łamaniem konwencji dla samej zasady. To niesamowite, by sceny tragicznych wydarzeń przepuszczone przez musicalowy filtr, nabierały nowego, groteskowego charakteru. Klimat tego filmu sprawia, że ja ten nieco naiwny świat fabuły, z wieloma uproszczeniami “kupuję“ w całości. Wybór Björk roli ślepnącej Selmy to zdecydowanie strzał w dziesiątkę. Wkład jej wrażliwości oraz towarzyszącej filmowi wspaniałej muzyki i  choreografii -  to prawdziwa uczta dla ucha i oka. Lars von Trier konsekwentnie stawia pytanie o ocenę moralną wyborów życiowych swoich bohaterów, dla których każda decyzja jest destrukcyjna, choć wypływa z miłości.
Ocena: 6

Popularne posty