Reżyser: Michael Bay
Kraj produkcji: USA
Obsada: Shia LaBeouf, Megan Fox, Josh Duhamel, Tyrese Gibson, John Turturro
Opis: Minęły dwa lata. Nowy zespół Autobotów wraz z Optimusem Primem, współpracuje z ludźmi, tworząc oddział NEST. Wspólnie tropią niedobitki Decepticonów, którzy ukrywają się w najróżniejszych zakątkach na całym globie. Tymczasem Sam Witwicky po zetknięciu z odłamkiem Wszechiskry zaczyna widzieć tajemnicze symbole, przez co ponownie staje się celem Decepticonów. Jednocześnie rozpoczyna się morderczy wyścig, którego stawką jest Energon – źródło życia wszystkich Transformerów.
On: Oglądając ten film należy pamiętać o jednym: to film przede wszystkim dla fanów. Niestety, mimo wielu kapitalnych pomysłów, nie uniknięto błędów takich jak sceny i postacie, tak naprawdę nie mające znaczenia dla fabuły (część filmu przedstawiająca Sama na Uniwersytecie nic nie wnosi, tak jak niepotrzebne postacie Leo i Alice – Pretendera). Zbyt duży nacisk postawiono na ludzi, a za mały na roboty, przez co wielu z nich niestety robi tylko za statystów. A jednak nadal jest to rozrywka na najwyższym poziomie. Sekwencja otwierająca film (w Szanghaju) jest znakomita, tak jak bitwa pod piramidami. Z kolei starcie między Optimusem i Megatronem w leśnej scenerii – to najlepsza sekwencja akcji jaką widziałem w kinie. Majstersztyk! Znakomicie wypadają Optimus, Bumblebee, Megatron, Jetfire, Sideswipe, Reedman i Devastator. Kapitalne plenery, dźwięk i muzyka. Efekty specjalne oszałamiają rozmachem. W filmie przebrzmiewa klimat „Kina Nowej Przygody”, a poszukiwania Matrycy Przywództwa i grobowca Prime’ów nasuwają jednoznaczne skojarzenia z cyklem „Indiana Jones”. Wielkie oklaski dla Johna Turturro, który kradnie show nie tylko innym aktorom, ale i samym Transformerom.
Ocena: 6
Ona: „Revenge of the Fallen” wypada dla mnie dużo słabiej niż pierwsza część trylogii. Za dużo postaci, dziwnych żartów, lśniącej opalenizny M. Fox, a za mało fabuły. I te nieszczęsne piramidy... Technicznie i graficznie – bardzo dobry, natomiast sama historia jest zbyt banalna i brakowało mi trochę atmosfery grozy. Nie jest tragicznie, ale mogło być lepiej.
Ocena: 4+
Źródło obrazu: http://www.filmweb.pl/film/Transformers+Zemsta+upad%C5%82ych-2009-442795/posters
2 komentarze:
A dla mnie początek Transformers 2 był jakby z innej bajki. Najzwyczajniej w świecie, scena w Chinach mi nie siadł. Do tego te robociki, zrobione na coś, w rodzaju osiołka ze Shreka. Jedynka radziła sobie doskonale bez tego typu rozśmieszaczy. Wystarczył agent Simmons i sceny jak ta z “zębową wróżką” czy z ukrywaniem przed rodzicami kilkumetrowych robotów w ogródku.
Dla mnie cześć druga mogłaby się zacząć mniej więcej w momencie wkroczenia na scenę Jetfire'a. Od tego momentu film był OK. Choć nie do końca bo np. w scenie pod piramidami, miała miejsce jedna z najbardziej żenujących akcji ze wszystkich 3 filmów. Żart z moszną... to było poniżej pasa (po co robotowi jądra?). Ogólnie humor w drugiej części nie za bardzo mi przypadł do gustu i – w przeciwieństwie do jedynki – muzyka też jakoś nie bardzo zapadła mi w pamięć.
Jak dla mnie 4/6
Jeśli mielibyśmy odpowiedzieć na zarzuty odnośnie "TF2", to:
Po pierwsze - żarty bazujące na seksie też nie przypadły nam do gustu (Rafał wspomina o tym w swojej recenzji). Po drugie - tzw "małe robociki" rzecz jasna nie dorównują tym "większym", ale na zbyt surową krtytykę też sobie nie zasłużyły, gdyż jest to ukłon w stronę najmłodszych widzów. Po trzecie: akcja w Shanghaju jest zajebista i basta! (to zdanie Rafała :))Po czwarte: Jeśli chodzi o humor wogóle, to jednak kilka momentów jest naprawdę zabawnych (np. Jetfire pierdzący spadochronem)Po piąte:Żart z moszną także jest świetny ( to również zdanie Rafała), ponieważ jest to tylko i wyłącznie ŻART, gdyż były to kule służące do wyburzenia budynku, umieszczone akurat w śmiesznym miejscu. Po szóste: Szkoda, że muzyka nie zapadła w pamięć, gdyż dla nas była równie znakomita, jak w pierwszej i trzeciej części.Pozdrawiamy!
Prześlij komentarz