Szukaj na tym blogu

czwartek, 20 października 2011

Lepiej z Jack’em! - cz.1 Akcja

Kontynuując cykl recenzji obejmujących kilka tytułów proponujemy spotkanie z prawdziwym mistrzem! Jack Nicholson ma na swoim koncie wiele niezapomnianych ról. Początkowo mieliśmy pomysł, aby wszystkie filmy jakie obejrzeliśmy z tym aktorem, zebrać w jeden dłuższy opis, ale uzbierało się ich za dużo, stąd podział na kilka części. A zaczynamy od występów aktora w kinie akcji!



Biografia: 
Jack Nicholson urodził się 22 kwietnia 1937 roku w stanie New Jersey, w miejscowości Neptune, co już mogło świadczyć o tym, że nie jest on zwykłym ziemianinem. Po ukończeniu szkoły średniej przeniósł się do Los Angeles, gdzie pracował w wytwórni MGM... jako kurier. Pod koniec lat 50 – tych zaczął grywać w teatrze i filmach. Momentem przełomowym w jego karierze była rola w filmie „Easy Rider” (1969) Dennisa Hoppera. Otrzymał on wtedy nagrodę krytyków nowojorskich, nominację do Oskara, Złotego Globu i BAFTY. Stworzył wiele niedoścignionych kreacji, które stały się ikoną popkultury jak np. jego Joker w „Batmanie” (1989), czy psychopata w „Lśnieniu” (1980). Grał u najlepszych – Polańskiego, Kubricka, Formana, Burtona. W swojej karierze zdobył trzy statuetki Oscara, do którego był nominowany dziesięciokrotnie i wiele innych nominacji przede wszystkim do Złotego Globu i BAFTY. Swoją pracą i talentem zapracował na miano jednego z najlepszych aktorów Hollywood, a jego nazwisko jest już marką samą w sobie, która przyciąga widzów dla niego samego. Oprócz aktorstwa Nicholson ma za sobą doświadczenia pracy scenarzysty i reżysera. Prywatnie jest fanem drużyny NBA Los Angeles Lakers i miłośnikiem sztuki. Niektórzy przypisują ten oszałamiający sukces jego „diabelskiemu” spojrzeniu i szerokiemu uśmiechowi, który doczekał się miana „uśmiechu mordercy”. Sam zainteresowany mówi o sobie: W odróżnieniu od większości moich przyjaciół zawsze miałem konkretny plan na życie, tylko że to, co sobie zamierzyłem, nigdy mi nie wychodziło. Los jednak na tyle mi sprzyjał, że w efekcie i tak lądowałem na lepszej pozycji, niż mógłbym sobie wymarzyć”.  


(Cytat pochodzi z wywiadu, którego aktor udzielił dla portalu Stopklatka.pl. Całość tekstu znajduje się TUTAJ)


Batman (1989)


Gatunek: Science-Fiction
Kraj produkcji: USA
Reżyser: Tim Burton 
Aktorzy: Jack Nicholson, Michael Keaton, Kim Basinger
Opis filmu: W Gotham City przestępcy lękają się tylko jednego człowieka. Batman wzbudza strach w tych, którzy łamią prawo i krzywdzą niewinnych, w mieście, w którym mieszkańcy są na łasce skorumpowanej policji. Zamaskowany mściciel wkrótce będzie musiał zmierzyć się z jeszcze groźniejszym przeciwnikiem – Jokerem.
Oceny - On: 6 / Ona: 6

Obietnica / The Pledge (2001)


Gatunek: Kryminał / Dramat
Kraj produkcji: USA
Reżyser: Sean Penn 
Aktorzy: Jack Nicholson, Patricia Clakson, Aaron Eckhart, Mickey Rourke 
Opis filmu: Detektyw Jerry Black ostatniego dnia służby uczestniczy w odnalezieniu zwłok zgwałconej dziewczynki. Złożywszy obietnicę matce dziecka, postanawia za wszelką cenę odnaleźć mordercę. Wkrótce staje się to jego obsesją…
Oceny - On: 5+ / Ona: 5+

Infiltracja / Departed (2006)


Gatunek: Akcja / Kryminał
Kraj produkcji: Honkong, USA
Reżyser: Martin Scorsese
Aktorzy: Leonardo DiCaprio, Jack Nicholson, Matt Damon

Opis: Niedługo po ukończeniu akademii policyjnej Billy Costigan oficjalnie zostaje usunięty ze służby i rozpoczyna tajne zadanie, które polega na szpiegowaniu Franka Costello – bossa miejscowej  mafii. Z kolei Collin Sullivan, przydzielony do tajnej jednostki policyjnej, ma za zadanie odnaleźć szpiega mafii w szeregach policji. Nikt nie wie, że to on właśnie jest poszukiwanym przez wszystkich „kretem”...
Oceny - On: 6 / Ona: 5+
                        

Recenzje


On: Jack Nicholson jest mistrzem! To jeden z tych aktorów, który nie ma na swoim koncie chyba żadnej złej roli. Każdy film z jego udziałem można obejrzeć bez żadnego problemu, chociażby właśnie dla niego.


„Batman” z roku 1989 to już w pewnym sensie klasyka, przynajmniej w kinie komiksowym. Ten film to przykład, jak należy robić pierwszorzędną ekranizację obrazkowej historii o superbohaterach. Wspaniałe dekoracje, kostiumy, charakteryzacja, rekwizyty. Film fenomenalnie zrealizowany od strony technicznej, lecz posiadający także ciekawą fabułę i fajne postacie. Aktorzy spisują się znakomicie. Michael Keaton to najlepszy „człowiek nietoperz” ever – dorównał mu dopiero Christian Bale w filmach Christophera Nolana. Ale cały show kradnie i tak Joker, czyli Jack Nicholson – ten facet jednocześnie śmieszy i przeraża. I jeszcze coś: żaden inny film o Batmanie nie miał fajniejszego batmobila i lepszego muzycznego tematu przewodniego, który tutaj skomponowany został przez Dannego Elfmana. Niezwykle klimatyczny film.
„Obietnica” z kolei jest obrazem z zupełnie innej półki. Historia brutalnej zbrodni, cierpienia skrzywdzonych rodziców i policjanta, dla którego ostatnie śledztwo okazuje się koszmarem na jawie. Dosłownie. To nie jest film z pościgami i strzelaninami, lecz klimatyczna, mroczna i – momentami – szczerze wzruszająca opowieść o człowieku, który desperacko próbuje ratować swoją nową rodzinę. Nicholson brawurowo zagrał mężczyznę, który aby ocalić dziecko, gotów jest złamać najważniejsze zasady. Czy chcąc zrobić coś prawego, można komuś wyrządzić wielkie zło? „Obietnica” to wstrząsający film. Polecam!


A o „Infiltracji” Martina Scorsese już pisaliśmy, więc powiem tylko tyle, że moja ocena nie uległa zmianie – to kapitalny thriller z perfekcyjnie przemyślaną i rozpisaną intrygą, który zaskakuje wieloma zwrotami akcji. Aktorzy dają prawdziwy koncert gry. Nie zawodzi także strona techniczna – wyróżnię przede wszystkim kompozycje muzyczne (temat przewodni) i zdjęcia. Majstersztyk!

Ona: Jednym z filmów, który wyrył mi się w pamięci w dzieciństwie i robi na mnie nadal ogromne wrażenie, jest „Batman” Tima Burtona. Co więcej – bardziej zapamiętałam Jokera, niż tytułowego, głównego bohatera. Sceny w studiu telewizyjnym, oraz scena śmierci czarnego charakteru przełamały stereotyp że „śmiech to zdrowie”. Szaleniec przebrany za klauna, robiący śmiertelne psikusy mieszkańcom Gotham City zdominował cały ten film – charyzma Nicholsona i jego uśmiech ubrały tę rolę w postać z krwi i kości, która autentycznie przeraża. Fantastyczny klimat kina gangsterskiego, mocne kontrasty światła i cienia, komiksowa, surowa sceneria, świetna obsada oraz akcja – to wszystko sprawia, ze z przyjemnością do tego filmu wracam.
Przed obejrzeniem „Obietnicy” nic nie słyszałam wcześniej o tym filmie. Tym milsze było zaskoczenie zobaczyć świetny dramat z Nicholsonem w roli głównej. Od pewnego czasu grywa on postacie, które są w wieku emerytalnym i borykają się z nadmiarem samotnego czasu, szukając dalszej drogi życia. Pod koniec swojej pracy zawodowej policjanta angażuje się w sprawę szalenie trudną do rozwikłania. Ambicja i zobowiązanie moralne nie pozwala mu zostawić tej sprawy nawet gdy przechodzi już w stan spoczynku. Czy każdą obietnicę można spełnić? Co, jeśli jest to niemożliwe do realizacji? Nicholson gra człowieka honoru, który żyje w poczuciu winy wobec danej obietnicy znalezienia przestępcy. Poświęca temu wszystko, nawet to co kocha. Konkluzja jest jednak dramatyczna. Jest to bardzo refleksyjny film, z niewielką ilością akcji, ale niosący w sobie ogromny ładunek emocjonalny. Jack Nicholson jest tu bardzo „nienicholsonowy” – jest spokojny, wyciszony, małomówny. Dla tak różnorodnych jego kreacji warto obejrzeć ten film.



„Infiltracja” Scorsese jest natomiast najlepszym filmem akcji, jaki widziałam do tej pory. Na takie kino się czeka z zapartym tchem. Nicholson jest tu „wisienką na torcie” w świetnej obsadzie. Odsyłam do naszej recenzji na temat tego filmu.



http://www.filmweb.pl/film/Obietnica-2001-10746/posters

piątek, 14 października 2011

Królestwo zwierząt (2010)

Gatunek: Kryminał
Kraj produkcji: Australia
Reżyser: David Michôd

Aktorzy: James Frecheville, Guy Pearce, Ben Mendelsohn


Opis filmu: Do skonfliktowanej z prawem rodziny Cody dołącza Joshua - syn zmarłej z przedawkowania siostry przestępców. Policja w poszukiwaniu najgroźniejszego z nich - „Papieża” - zatacza coraz ciaśniejszy krąg nad tą rodziną, eliminując poszczególnych jej członków. „J” staje się kartą przetargową między stróżami prawa a rodzinnym gangiem, co pociągnie za sobą tragiczne skutki.


On: Przed obejrzeniem tego filmu słyszałem jak najlepsze opinie na jego temat, że jest rewolucyjny, że to nowe ujęcie tematu przestępczości i tak dalej. Teraz, kiedy piszę swoją recenzję, wiem już, że film jest bardzo dobrze oceniany przez zdecydowaną większość krytyków i widzów. Niestety, mimo pozytywnego nastawienia, film nie podobał mi się. Muszę przyznać, że całość może się poszczycić kilkoma fajnymi pomysłami fabularnymi i dobrą obsadą, ale od pomysłu do realizacji daleeeeka droga… A tutaj poziom realizacji zawiódł moje oczekiwania i to bardzo. Przede wszystkim opowiedziana tutaj historia wcale taka nowatorska, odkrywcza i rewolucyjna nie jest. Wszystko już gdzieś było. Próbuje się więc opowiedzieć to w jak najbardziej surowy i realistyczny sposób. Ok., niezły pomysł, przyznaję. I na początku filmu udaje się reżyserowi osiągnąć bardzo fajny klimat (rewelacyjna pierwsza scena!), ale potem - jakby w tym samym momencie, kiedy po raz pierwszy ginie jeden z głównych bohaterów - znika całkowicie całe napięcie. Zero emocji od tego momentu do samego końca dyskwalifikuje u mnie ten film jako dramat kryminalny. Dodatkowo główny małoletni bohater jest tak nijaki, że dla mnie on i jego losy były całkowicie obojętne – rzecz w jakiejkolwiek opowiadanej historii niedopuszczalna. Momentami szczerze mnie denerwował. A wątek rodziny przestępców i tropiących ich policjantów? Tak jak wcześniej mówiłem: pomysł jest w porządku, ale emocji w tym nie ma w ogóle. Poza tym zarówno zachowanie jednych, jak i drugich jest całkowicie  nielogiczne. No bo kiedy widzę faceta, który ucieka przed pościgiem w kierunku pustego pola, to pytam się: czy facet ten nie wie, że jest wtedy łatwym celem? Albo drugi, który goni samochodem przez pół miasta dzieciaka uciekającego na piechotę i go dogonić nie może! A taki podobno jest bystry, groźny i niebezpieczny… Żarty! Ale jeśli jednak jest taki bystry, to czemu, wiedząc, że jest poszukiwany, zamiast się ukrywać siedzi w domu matki? Chyba po to, żeby każdy gliniarz z okolicy wiedział, gdzie ma go znaleźć… W dodatku film jest pełen potwornych dłużyzn i wlecze się strasznie, a widz na to, co ogląda jest obojętny do samego końca. Ja byłem. I nawet przysnąłem kilka razy... Szkoda, bardzo się zawiodłem na tym filmie. Ale nie wykluczam więc, że kiedyś spróbuję zmierzyć się z tym obrazem raz jeszcze i być może wtedy moja ocena ulegnie zmianie…
Ocena: 3+

Ona: Polski tytuł tego filmu mógłby brzmieć „Z kamerą wśród zwierząt”, gdyby nie kojarzył się ze znanym programem z lat 90-tych. Lęk i agresja to podstawowe pierwotne instynkty zwierzęce, którymi kieruje się również człowiek. I to te emocje rządzą w „Królestwie Zwierząt”. Widz zostaje wrzucony do miejskiej dżungli, gdzie policjanci i przestępcy w zasadzie poza strojem niczym się nie różnią. Obie strony z zimną krwią knują, mordują i manipulują stając się raz ofiarami, raz myśliwymi. Nie trzyma się tu niczyjej strony – wszyscy bohaterowie są zdegradowani i zepsuci. Jedyny policjant, który ma jakieś ideały nie ma siły przebicia i nie jest w stanie ochronić głównego bohatera przed zemstą rodziny. Jedynym sposobem na zamknięcie ust przeciwnikowi i zdobycie przewagi jest uśmiercenie go. Paradoksalnie scen w akcji w filmie jest jak na lekarstwo. Historia toczy się wolno i poznajemy toksyczne więzi rodzinne, w których pozycja w gangu i kodeks są ważniejsze niż więzy krwi. Główny bohater wydaje się być drażniąco niewidoczny – wtłoczony w życie obcej mu rodziny, która go lekceważy, więc stara się być na marginesie wydarzeń z nią związanych. Niespodziewanie jednak staje się głównym rozgrywającym, szamocząc się między presją gangu a namowom policji. I to on ma najwięcej do stracenia. Co więcej – nie mając szans wyrwania się z tej chorej zależności, staje się taki sam jak reszta. Widza przyzwyczajonego to tego, by kryminał był dynamiczny, a bohaterowie wyraziści obraz ten może rozczarować. Dramat rozgrywa się nie na poziomie akcji, ale bezsilności i nieuchronności. Dla mnie to bardziej film psychologiczny, niż film akcji. Godny polecenia.
Ocena: 5

Obrazy:http://www.filmweb.pl/film/Kr%C3%B3lestwo+zwierz%C4%85t-2010-493635/posters

Superbohater, który sprywatyzował światowy pokój!

Iron Man (2008)

Gatunek: Science-Fiction
Kraj produkcji: USA
Reżyser: Jon Favreau 
Aktorzy: Robert Downey Jr., Jeff Bridges

Opis filmu: Tony Stark, miliarder, przemysłowiec i genialny wynalazca, udaje się na Bliski Wschód na prezentację broni stworzonej na potrzeby amerykańskiej armii przez Stark Industries. Na pustkowiach jego konwój zostaje nieoczekiwanie ostrzelany przez rebelianów. Ciężko ranny Stark trafia do niewoli, gdzie terroryści każą mu skonstruować nowoczesny pocisk. Bohater nie zważając na groźby postanawia potajemnie zbudować zbroję, dzięki której – być może – uda mu się uciec…
Oceny - On: 5+ / Ona: 5-

Iron Man 2 (2010)

Gatunek: Science-Fiction
Kraj produkcji: USA
Reżyser: Jon Favreau 
Aktorzy: Robert Downey Jr., Mickey Rourke 

Opis filmu: Tony Stark ujawnił się całemu światu jako Iron Man, ale zamiast chwały przysporzyło mu to tylko kłopotów. Amerykańska armia chce mu odebrać jego wynalazek jako niebezpieczną broń, konkurencyjny koncern „Hammer” próbuje wzbogacić się, kopiując kostium herosa, a psychopatyczny Ivan Vanko – także zdolny wynalazca – dokonuje zamachu na życie bohatera. Jakby tego było mało Stark odkrywa, że miniaturowy reaktor, który do tej pory utrzymywał go przy życiu, także powoli go zabija…
Oceny - On: 5+ / Ona: 5-
                        
Recenzje

On: Na pierwszego „Iron Mana” poszedłem do kina z czystej ciekawości, zachęcony fajnymi zwiastunami i Downey’em Jr. w roli głównej. Nigdy nie czytałem tych komiksów, a o samej postaci nie wiedziałem nic ponad to, że istnieje w uniwersum Marvela. Jednakże obraz Jona Favreau bardzo mi się spodobał. Wtedy, po kilku nieudanych komiksowych ekranizacjach, był to nawet bardzo miły powiew świeżości. „Iron Man” ma przede wszystkim dwa plusy: postać Tony’ego Starka brawurowo zagrana przez Roberta Downey’a Jr. i fabułę, która umiejętnie krytykuje zamiłowanie amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego do zarabiania na handlu bronią, nawet jeśli inni przypłacają to własnym życiem. Taki wątek nie był jeszcze poruszany w filmach komiksowych. Został jednak bezbłędnie przedstawiony, co bardzo spodobało się widzom i krytykom na całym świecie. Co zaś tyczy się postaci Starka/Iron Mana, to zaskakujące dla mnie było to, że przez większość filmu oglądamy go w „cywilu” – tytułowy heros pojawia się raczej rzadko. Niewiele jest także scen akcji, ale to w ogóle nie przeszkadza, bowiem całość ogląda się bardzo dobrze, film jest dynamiczny, a aktorzy spisują się na 6. Ciekawie wypada przemiana głównego bohatera: ze ślepego egoisty i bawidamka, w człowieka, który czuje się odpowiedzialny za zło jakie wyrządził innym i chce je naprawić. Jest to także historia jednostki, która postanawia wypowiedzieć walkę „wszechpotężnym gigantom”, chcącym się bogacić na śmierci niewinnych. Oczywiście wszystko to nie wykracza poza konwencję komiksu. Mamy tutaj także kapitalne efekty specjalne (zasłużona nominacja do Oscara), oraz bardzo fajną muzykę, której twórcą jest Ramin Djawadi. A w finale smaczek dla fanów: krótka scenka zapowiadająca nadejście „Avengers”, co było później kontynuowane w „The Incredible Hulk”, „Thor” i „Captain America: The First Avenger”.
Drugi film z serii zapowiadał się jako przekombinowany i przeładowany atrakcjami – bałem się, że wyjdzie film dużo słabszy od „jedynki”, tak jak to wcześniej było z trzecimi „X-Menami”. Jednak moje obawy były niepotrzebne. W „dwójce” faktycznie jest więcej postaci i w ogóle więcej się dzieje, ale wszystko we właściwych proporcjach. Sekwencje akcji - choć świetnie zrealizowane - nie przytłaczają niezłej fabuły, a wszystko okraszono fajnym humorem. Aktorzy ponownie wywiązują się ze swoich ról, tak jak i twórcy efektów specjalnych oraz John Debney, który skomponował muzykę (kapitalny temat przewodni!). Niestety, mimo tych plusów, jednocześnie nie wykorzystano w pełni wszystkich dobrych pomysłów tej historii – wątek z Tonym Starkiem stającym przed perspektywą rychłej, bolesnej śmierci potraktowany jest zbyt powierzchownie. A szkoda, bo mogłoby być przez to bardziej dramatycznie i ciekawie… Jednak innych zastrzeżeń nie mam, bo twórcy wywiązali się ze swoich obietnic.
Tak więc, jak widać, „Iron Man” jest według mnie jedną z najlepszych komiksowych ekranizacji. Zdecydowanie polecam.

Ona: Powiem wprost – bez  Downey’a Jr. i jego kreacji ten film spadł by w mojej ocenie o kilka klas niżej – dla niego samego warto go obejrzeć. Początek historii jest bardzo  ciekawy i odnoszący się  do bardzo aktualnej sytuacji, jaką jest wyścig technologii w celach militarnych. Intryguje również pomysł stworzenia bohatera, który na zawsze zostaje naznaczony życiem w cieniu śmierci, niezależnie od zewnętrznych okoliczności. Ta słabość staje się jego siłą, drugą szansą której nie chce zmarnować, ale także kładzie cień na jego przyszłości, uzależniając go od eksperymentalnej technologii. Można powiedzieć ze jest to bohater „niepełnosprawny”. Wyróżnia go również brak „supermocy” – jego siłą jest geniusz. Poza tym na co dzień pozostaje nieznośnie ekscentrycznym, roztargnionym „Piotrusiem Panem”, który kocha splendor i piękne kobiety. To idealna rola dla Downey’a Jr., który potrafił się świetnie zdystansować do granej postaci, przez to widzom również udziela się ten luz i poczucie humoru. Twórcy filmu postarali się, aby zabawnych sytuacji nie brakowało – świetnie wypadają sceny z próbnymi lotami w kostiumie, cięte riposty Tony’ego oraz jego dialogi ze wspierającymi go maszynami. Do mocnych stron tego filmu zaliczam również kreację Jeffa Bridgesa, który świetnie zbudował grany przez siebie czarny charakter. W drugiej części po „ciemnej stronie mocy” świetnie spisał się także Mickey Rourke, ale miałam odczucie, że rola którą miał do zagrania znacznie ograniczała jego możliwości i działało to niestety na minus dla całego filmu. Słabą stroną filmu jest wątek miłosny, związany z postacią sekretarki, granej przez Gwyneth Paltrow. Niestety rola ta, podobnie jak wątek, są płaskie i mocno naciągane. Ten zarzut dotyczy obu części serii. Również w obu częściach finał pozostawia pewien niedosyt i przewidywalność. Z jednej strony można powiedzieć, że to w końcu adaptacja komiksu, więc nie można się o to czepiać. Z drugiej strony myślę sobie, że film daje jednak dużo większe możliwości „sprzedawania  emocji”, więc można spróbować wykrzesać z tej historii dużo więcej, niż ma do zaoferowania komiks. Do dobrych stron serii zaliczam również fakt, iż udało się utrzymać poziom obu filmów, co jest rzadkością. Druga część, w której na pierwszy plan wysuwa się konflikt z armią o kostium Iron Mana, problemy zdrowotne Tony'ego oraz pierwsze oznaki tworzenia Avengers, to dobry kierunek, jaki twórcy obrali, nie pozwalając swojej postaci na „spoczęcie na laurach” po sprywatyzowaniu światowego pokoju.

            http://www.filmweb.pl/film/Iron+Man+2-2010-478702/posters

poniedziałek, 3 października 2011

Drive (2011)

Gatunek: Akcja
Kraj produkcji: USA
Reżyser: Nicolas Winding Refn
Aktorzy: Ryan Gosling, Carey Mulligan

Opis filmu: Driver to nieśmiały chłopak, pracujący jako kaskader w filmach. Siadając nocą za kierownicą samochodu staje się brawurowym rajdowcem, zamieszanym w wożenie przestępców w czasie napadów. Jego życie się zmienia, gdy poznaje młodą sąsiadkę  - Irene, która wychowuje synka, czekając na powrót męża z więzienia. Więź która ich połączy sprawi, iż narazi się on na śmiertelne niebezpieczeństwo.

On: Zwiastuny zapowiadały film niezwykle brutalny, kryminał zrobiony – jak to się mówi – „w starym dobrym stylu”, z ciekawą rolą Ryana Goslinga. A jak wyszło? Jedno z haseł reklamujących film brzmi: „DRIVE – film, który kręci kobiety”. I muszę przyznać, że pasuje ono jak ulał, gdyż opowiedziane tutaj „love story” sfilmowane jest z takim rozmarzeniem i tak powolnie, że chyba tylko refleksyjne nastolatki są w stanie obejrzeć to bez żadnego ziewnięcia. Nic do tego filmu nie mam, tak samo jak i do wątków tego typu, ale przyznaję, że podczas projekcji zdarzyło mi się ziewać kilka razy… Tak w ogóle to cały film jest bardzo powolny, choć znakomita pierwsza sekwencja tego nie zapowiada. Kiedy oglądałem scenę ucieczki po napadzie, gdzie całość śledzimy tylko i wyłącznie z punktu widzenia tytułowego „Drivera”, pomyślałem sobie: „majstersztyk”. To jak reżyser zbudował napięcie tylko za pomocą fenomenalnej pracy operatora i komunikatów policyjnych rozbrzmiewających w tle, jest naprawdę świetną robotą. I nawet nie było potrzebne żadne tło muzyczne. Niestety chwilę potem Ryan Gosling wpada w sidła miłości, a widz zastanawia się: „co jest grane?!” Oczywiście krytycy pieją z zachwytu nad obrazem Nicolasa Windinga Refna i nie dziwię się, bo film idealnie wstrzeliwuje się w ich gusta, będąc miksem różnych gatunków, jak np. u Tarantino: od sensacji przechodzimy do romansu, potem znów do sensacji, do romansu i tak jeszcze kilka razy, aż do samego końca. Takie produkcje są teraz na topie i jest na nie zapotrzebowanie, tak więc nie dziwi mnie, że taki „Drive” powstał. Z drugiej strony Gosling jest typem bohatera, w którym bez wątpienia zakocha się żeńska część publiczności: milczący twardziel, którego uśmiech i spojrzenie kruszy niewieście serca. No i z miłości dla ukochanej kobiety jest w stanie zadrzeć nawet z mafią… I tutaj ciekawostka: całość ogląda się jak sensacje z lat 80-tych, które można było u nas wypożyczać na VHS. Wtedy żaden szanujący się koneser kina ambitnego nie spojrzałby nawet na „Drive”, ale teraz… Teraz taki film wyświetlany jest na dużym ekranie i jest to WIELKIE KINO. A czy faktycznie tak jest? Moim zdaniem ten film jest naprawdę solidnym połączeniem kryminału i historii miłosnej. Ryan Gosling spisał się znakomicie - korzystając z bardzo oszczędnych środków dał prawdziwy popis gry aktorskiej z najwyższej półki. Reżyser umiejętnie buduje klimat i napięcie, ale – jak dla mnie – nie potrafił tej opowieści zakończyć we właściwy sposób, przez co druga połowa filmu, a już z całą pewnością finał, pozostawiają duży niedosyt. Osobiście wolałbym także, aby całość miała nieco większe tempo. Uważam, że „Drive” miał potencjał, który nie został w pełni wykorzystany, ale to i tak solidny kawałek kina, więc… zdecydowanie polecam.
Ocena: 5

Ona: Mnie historia miłości w tym filmie kompletnie nie poruszyła. Podobał mi się sam klimat filmu, jego oszczędność środków, muzyka. Drażniły mnie natomiast pauzy między dialogami, które ciągnęły się zbyt pretensjonalnie, równolegle do wymiany spojrzeń - w nieskończoność. Reżyser zabawił się z widzami zaskakując wielokrotnie, tworząc niejako antysensację. Akcja rozwija się i gubi wątki, rozwleka i uderza brutalnością, by za chwilę znów się wyciszyć. Końcówka filmu – to szczyt kpiny z widza lubiącego kino akcji. Napięcie rośnie tylko do pewnego momentu – później wszystko się rozmywa i ulatuje w artystyczną abstrakcję. Gosling świetnie odnalazł się w tej roli – była stworzona dla niego. Być może to kolejna próba gry z widzem poprzez łamanie zakodowanych schematów. Dla mnie nie jest to arcydzieło, ale jest wart obejrzenia.
Ocena: 5

Obraz: http://www.filmweb.pl/film/Drive-2011-399746/posters

Skóra, w której żyję / La Piel que habito (2011)

Gatunek: Dramat / Thriller
Kraj produkcji: USA
Reżyser: Pedro Almodóvar 
Aktorzy: Antonio Banderas, Elena Anaya

Opis filmu: Robert Ledgard jest szalenie bogatym chirurgiem, którego fascynuje stworzenie nowej, niezniszczalnej, ludzkiej skóry. Jego otoczenie zarzuca mu, że balansuje na granicy etyki. Nie wiedzą, że już dawno ją przekroczył. Mroczna tajemnica, którą skrywa, oraz kobieta, którą więzi to tylko kawałki przerażającej układanki...
                       
On: Nigdy nie byłem miłośnikiem, ani nawet po prostu widzem filmów Almodóvara. Jest to kino jak dla mnie zbyt ekstrawaganckie, dziwaczne, a poruszane tam tematy najzwyczajniej w świecie mnie nie interesowały. A jednak postanowiłem udać się do kina na „Skórę, w której żyję”, choć przyznaję, że głównie ze względu na Antonio Banderasa i trailery, które zapowiadały coś w stylu hiszpańskiej wersji thrillera o seryjnym mordercy. Mojego stosunku do twórczości Almodóvara ten film raczej nie zmienił, ale – o dziwo – sam obraz mi się podobał. Interesująca jest konstrukcja fabuły, która umiejętnie zaskakuje widza i to niejednokrotnie. Kiedy już wydaje nam się, że oglądamy historię eksperymentu medycznego (nietypowego co prawda, ale jednak medycznego), całość zmienia się w tragedię rodzinną, aby w końcu przeistoczyć w historię o zemście i szaleństwie. Niektórych ten mix może zrazić, ale mnie szczerze zaintrygował. Ostatecznie całość „ma ręce i nogi”. Niepotrzebnie reżyser w niektórych momentach sięga po zwyczajnie niesmaczne chwyty rodem z Kubricka czy von Triera, z przesadną swobodą epatując erotyką. A może to także chwyty typowe dla Almodóvara? Nie wiem, przyznaję, że nie znam na tyle tego twórcy… Docenić trzeba za to pracę scenarzysty, kompozytora muzyki i operatora. Niektóre obrazy to wręcz poezja. Antonio Banderas i Elena Anaya także spisują się znakomicie. Dzięki nim ta przepełniona mrokiem opowieść momentami zyskuje na romantyzmie. Podsumowując: „Skóra, w której żyję” to film niełatwy, momentami nawet bardzo ciężki, ale historia potrafi zaintrygować i film zasługuje na to, aby się z nim zmierzyć.
Ocena: 5



Ona: Jeśli chcielibyśmy kiedyś połączyć „Frankensteina”, „Milczenie Owiec” i romantyczną telenowelę, to wyszedłby nam... najnowszy film Pedro Almodóvara. Pierwsza myśl, jaka nasuwa się mi na wspomnienie tego filmu – to specyficzny klimat artystycznych kadrów, staromodnych wnętrz wypełnionych sztuką, które sprawiają, że chciałoby się rozsiąść wygodnie w fotelu z lampką wina i delektować się tą kojącą estetyką. Sama treść filmu jednak czyni to miejsce prawdziwym piekłem na ziemi. Bycie skazanym na piękno okazuje się najsurowszą karą. Kat i ofiara zamieniają się miejscami, podsycani szaleństwem strachu i rozpaczy. Ciało ludzkie staje się wiezieniem i pułapką, w którą wpada sam łowca.
Antonio Banderas jako psychopatyczny lekarz zachwyca klasą swojego aktorstwa. Mimo świetnej roli Eneyi Alayi - ten film należy w pełni do niego. Reżyser w sposób niezwykle precyzyjny zbudował całą intrygę, wodząc widza na manowce, by potem go totalnie zaszokować. Pozorny chaos tematyczny, gatunkowy układa się w makabryczną układankę, która zamienia zachwyt estetyczny widza we wstręt. Jak dla mnie, to bardzo udany film tego reżysera.
Ocena: 5

Obrazy:  http://www.filmweb.pl/film/Sk%C3%B3ra%2C+w+kt%C3%B3rej+%C5%BCyj%C4%99-2011-485620/posters

Popularne posty