Szukaj na tym blogu

czwartek, 15 września 2011

Zielona Latarnia / Green Lantern (2011)

Gatunek: Science-Fiction
Kraj produkcji: USA
Reżyser: Martin Campbell
Aktorzy: Ryan Reynolds, Blake Lively, Peter Sarsgaard 

Opis filmu: We wszechświecie istnieje siła, która strzec ma jego mieszkańców przed wszelkim złem. To Korpus Zielonej Latarni, którego członkowie czerpią moc ze szmaragdowego światła, będącego symbolem wolnej woli. Wobec niebezpieczeństwa największego wroga Korpusu, Parallaxa, nowym Green Lanternem po raz pierwszy w historii zostaje człowiek – pilot Hal Jordan.

On: Kampania promocyjna zapowiadała film mroczny, dynamiczny, z mnóstwem akcji i wynikających z niej emocji. I muszę przyznać, że tego wszystkiego w „Green Lantern” jest niewiele. Po takim reżyserze jak Martin Campbell (twórcy znakomitego „Casino Royale” i „Maski Zorro”) spodziewałem się czegoś więcej. Niestety twórcy postawili na kino będące jak najprostszym odzwierciedleniem tego co było w komiksowym pierwowzorze, tak aby całość była do przyjęcia przez dzieciaki. I w sumie to rozumiem taki wybór – w końcu to jednak komiks. Lecz bardziej dojrzali widzowie mogą czuć się zawiedzeni. I tak całość opowiedziana jest jakby skrótowo, nie zagłębiając się za bardzo w poszczególne wątki i nie pogłębiając sylwetek postaci. Niestety tracą na tym znakomici aktorzy jak Marc Strong, Geoffrey Rush i Tim Robins – miło się ich ogląda, ale zdecydowanie za krótko. Ich postacie zdecydowanie zasługują na więcej uwagi. Skrótowość fabuły powoduje także, że Hal Jordan spędza na Oa (planecie Korpusu) zaledwie jeden dzień (jedno popołudnie?). Odbyty w tak krótkim czasie trening sprawia, że wątpimy w to, że bohater zdolny jest stoczyć walkę z Parallaxem – bestią tak potężną, że zdolną bez problemu pokonać najpotężniejszych Green Lanternów. Finałowe starcie Hala z Parallaxem także jest za krótkie. Uff… Ponarzekałem, więc teraz czas na plusy. Gdyby film wydłużyć o jakies 40 minut to może znalazłoby się wtedy w nim miejsce na wypełnienie tych wszystkich luk i braków o których wcześniej wspomniałem, bo poza tym fabuła jest ok. Ryan Reynolds jako Green Lantern wypada znakomicie. Dzięki niemu udało się twórcom rozładować fajnym humorem momenty, tak często przepełnione patosem w innych produkcjach tego typu. Nie zawodzą efekty specjalne (piękne plenery planety Oa i Parallax), dźwięk i muzyka (wielkie brawa dla Jamesa Newtona Howarda – to jeden z najlepszych score’ów jakie słyszałem w tym roku!). Akcji jest niewiele, ale potyczki herosa mimo wszystko nie zawiodły moich oczekiwań. Fajny mroczny klimat udaje się twórcom osiągnąć w chwilach, kiedy Parallax, próbuje wzbudzić w Jordanie strach. No i to co się z tym wiąże, czyli fajny przekaz dla dzieciaków: nie ulegaj lękom, lecz zwalczaj przeszkody jakie los stawia ci na drodze. Podsumowując: „Green Lantern” to film, który powinien być znacznie lepszy, ale to nadal przyzwoita przygodówka, dla tych, co lubią filmowe adaptacje komiksów.
Ocena: 5






Ona: W pewnym sensie komiksowy wyścig wytwórni zamiast powodować podnoszenie jakości produkcji stał się przyczyną powstania nie do końca dopracowanych filmów jak „Thor” (Marvel), czy właśnie „Green Lathern” (DC). Historia „Zielonej Latarni” ma naprawdę duży, mroczny potencjał. Odebranie „pazura” fabule jako ukłon w stronę młodszej publiczności był poważnym błędem. Świetni aktorzy grają  w niedopracowanym filmie. Oni podnoszą poziom i nadrabiają niedostatki fabuły. „Jeśli coś trwa za krótko, traci sens” - tak głosi hasło reklamowe pewnej sieci komórkowej. Niestety, w przypadku filmu te powiedzenie sprawdza się dobitnie. Najstraszniejsza siła w kosmosie straszy tylko parę chwil, nie wykraczając zbyt wiele poza sceny „sprzedane” w zwiastunach. Również walka finałowa, kończy się tak, jakby wszyscy spieszyli się na lunch i trzeba było wszystko rach – ciach załatwić. Obietnice, że sequel będzie lepszy to dowód na to, że pierwszą część twórcy świadomie tak skonstruowali, bo i tak na siebie zarobi. Dla jasności – sama historia jest naprawdę zaskakująco dobra. Wystarczyło inaczej rozłożyć akcenty czasowe i nie rozwodzić się nad słabym wątkiem miłosnym, który niczego nie wnosi, a rozwinąć historię przemiany samego Hala oraz pokazać potęgę złej mocy.
Ocena: 4+

Kret (2011)

Gatunek: Thriller
Kraj produkcji: Polska / Francja
Reżyser: Rafael Lewandowski 
Aktorzy: Borys Szyc, Marian Dziędziel, Magdalena Czerwińska, Wojciech Pszoniak 

Opis filmu: Paweł razem ze swoim ojcem rozkręcają swój własny interes związany z handlem używaną odzieżą – kupując ją za granicą i przewożąc do kraju, sprzedają do okolicznych sklepów. Zarobione pieniądze są nadzieją na lepszą przyszłość dla rodziny Pawła. Wszystko staje jednak pod znakiem zapytania, kiedy jego ojciec – w latach 80-tych uczestnik strajku górników przeciwko komunistom - zostaje oskarżony o współpracę z SB i donoszenie na członków Solidarności. Szantażowany przez tajemniczego człowieka bohater będzie zmuszony dokonać dramatycznych wyborów…
                       
On: „Kret” jest zaskakująco dobrym filmem, który umiejętnie przechodzi od historii obyczajowej, poprzez melodramat, do mrocznego thrillera. Ostatnio niewiele jest takich filmów, z dobrze zaplanowaną kryminalną intrygą, w której jest kilka fajnych niespodzianek. A szkoda… Moim zdaniem w Polsce jest grupa reżyserów, którzy potrafią robić porządną „krajową sensację”. Tylko czemu tak rzadko widzowie mają okazję się o tym przekonać? Solidną fabułę znakomicie uzupełniają świetni aktorzy, czyli Borys Szyc i Marian Dziędziel. Przedstawiona przez nich opowieść o ojcu dręczonym przez przeszłość i kochającym go synu, jest naturalna, pozbawiona fałszu i przejmująca. Tak naprawdę to wszyscy aktorzy spisują się tu bardzo dobrze. Wypada także docenić pracą operatora i twórcy muzycznego tła. Jedyne co budzi u mnie wątpliwości to nielogiczne i – jak dla mnie – zbyt lekkomyślne zachowanie głównego bohatera w ostatnich scenach filmu oraz… plakat promujący obraz pana Lewandowskiego, który zwyczajnie nie oddaje tego o czym tak naprawdę jest ta opowieść. Ale mimo to zdecydowanie polecam.
Ocena: 5

Ona: Szary, chropowaty obraz, pełen niuansów i przede wszystkim normalności. To, co mnie w tym filmie zachwyciło, to spora dawka autentyzmu zarówno w charakterze postaci jak i reakcjach na siejące zamęt oskarżenia. Świetna dramaturgia, pozwalająca wejść w bardzo intymną i głęboką zażyłość ojca i syna, oraz obserwować jej powolny rozkład – to oni są tu najważniejsi. Tło historyczne jest tylko pretekstem do tego, by pokazać, że rzeczywistość nie jest jedynie wyborem między sztywną granicą dobra i zła. W sytuacjach ekstremalnych żaden wybór nie jest do końca dobry, każdy niesie ostatecznie jakąś stratę. Cieszę się, że nie był to film „rozliczeniowy” ale film o zwykłych ludziach z małego miasteczka, gdzie jedno słowo zmienia nastawienie całej społeczności do jednostki, stawiając ją po stronie wykluczonych. Świetna aluzja do zachowań współczesnych mediów, które dają sobie prawo do wydawania sądów, zanim poznają prawdę o człowieku, bo prawda nikogo już nie obchodzi. Liczy się news, który budzi emocję i podnosi słupki oglądalności. Borys Szyc w tym filmie skutecznie zerwał ze swoimi poprzednimi wizerunkami, czym udowodnił po raz kolejny swoją klasę. Marian Dziędziel – fenomenalne, bezbłędne aktorstwo. Teraz już mało kto tak gra. Końcówka filmu nie tyle rozczarowuje, co zostawia głęboki niedosyt. Można było trochę inaczej to wszystko rozwiązać. Sama promocja filmu zupełnie nieadekwatna do treści, a szkoda. Łapanie na „spalony samochód i bieg w garniaku”, to brak zaufania do inteligencji i gustu widzów. A film jest naprawdę wyśmienity.
Ocena: 5-

Obraz: http://www.filmweb.pl/film/Kret-2011-527534/posters

Popularne posty