Kraj produkcji: Australia
Reżyser: David Michôd
Aktorzy: James Frecheville, Guy Pearce, Ben Mendelsohn
Opis filmu: Do skonfliktowanej z prawem rodziny Cody dołącza Joshua - syn zmarłej z przedawkowania siostry przestępców. Policja w poszukiwaniu najgroźniejszego z nich - „Papieża” - zatacza coraz ciaśniejszy krąg nad tą rodziną, eliminując poszczególnych jej członków. „J” staje się kartą przetargową między stróżami prawa a rodzinnym gangiem, co pociągnie za sobą tragiczne skutki.
On: Przed obejrzeniem tego filmu słyszałem jak najlepsze opinie na jego temat, że jest rewolucyjny, że to nowe ujęcie tematu przestępczości i tak dalej. Teraz, kiedy piszę swoją recenzję, wiem już, że film jest bardzo dobrze oceniany przez zdecydowaną większość krytyków i widzów. Niestety, mimo pozytywnego nastawienia, film nie podobał mi się. Muszę przyznać, że całość może się poszczycić kilkoma fajnymi pomysłami fabularnymi i dobrą obsadą, ale od pomysłu do realizacji daleeeeka droga… A tutaj poziom realizacji zawiódł moje oczekiwania i to bardzo. Przede wszystkim opowiedziana tutaj historia wcale taka nowatorska, odkrywcza i rewolucyjna nie jest. Wszystko już gdzieś było. Próbuje się więc opowiedzieć to w jak najbardziej surowy i realistyczny sposób. Ok., niezły pomysł, przyznaję. I na początku filmu udaje się reżyserowi osiągnąć bardzo fajny klimat (rewelacyjna pierwsza scena!), ale potem - jakby w tym samym momencie, kiedy po raz pierwszy ginie jeden z głównych bohaterów - znika całkowicie całe napięcie. Zero emocji od tego momentu do samego końca dyskwalifikuje u mnie ten film jako dramat kryminalny. Dodatkowo główny małoletni bohater jest tak nijaki, że dla mnie on i jego losy były całkowicie obojętne – rzecz w jakiejkolwiek opowiadanej historii niedopuszczalna. Momentami szczerze mnie denerwował. A wątek rodziny przestępców i tropiących ich policjantów? Tak jak wcześniej mówiłem: pomysł jest w porządku, ale emocji w tym nie ma w ogóle. Poza tym zarówno zachowanie jednych, jak i drugich jest całkowicie nielogiczne. No bo kiedy widzę faceta, który ucieka przed pościgiem w kierunku pustego pola, to pytam się: czy facet ten nie wie, że jest wtedy łatwym celem? Albo drugi, który goni samochodem przez pół miasta dzieciaka uciekającego na piechotę i go dogonić nie może! A taki podobno jest bystry, groźny i niebezpieczny… Żarty! Ale jeśli jednak jest taki bystry, to czemu, wiedząc, że jest poszukiwany, zamiast się ukrywać siedzi w domu matki? Chyba po to, żeby każdy gliniarz z okolicy wiedział, gdzie ma go znaleźć… W dodatku film jest pełen potwornych dłużyzn i wlecze się strasznie, a widz na to, co ogląda jest obojętny do samego końca. Ja byłem. I nawet przysnąłem kilka razy... Szkoda, bardzo się zawiodłem na tym filmie. Ale nie wykluczam więc, że kiedyś spróbuję zmierzyć się z tym obrazem raz jeszcze i być może wtedy moja ocena ulegnie zmianie…
Ocena: 3+
Ona: Polski tytuł tego filmu mógłby brzmieć „Z kamerą wśród zwierząt”, gdyby nie kojarzył się ze znanym programem z lat 90-tych. Lęk i agresja to podstawowe pierwotne instynkty zwierzęce, którymi kieruje się również człowiek. I to te emocje rządzą w „Królestwie Zwierząt”. Widz zostaje wrzucony do miejskiej dżungli, gdzie policjanci i przestępcy w zasadzie poza strojem niczym się nie różnią. Obie strony z zimną krwią knują, mordują i manipulują stając się raz ofiarami, raz myśliwymi. Nie trzyma się tu niczyjej strony – wszyscy bohaterowie są zdegradowani i zepsuci. Jedyny policjant, który ma jakieś ideały nie ma siły przebicia i nie jest w stanie ochronić głównego bohatera przed zemstą rodziny. Jedynym sposobem na zamknięcie ust przeciwnikowi i zdobycie przewagi jest uśmiercenie go. Paradoksalnie scen w akcji w filmie jest jak na lekarstwo. Historia toczy się wolno i poznajemy toksyczne więzi rodzinne, w których pozycja w gangu i kodeks są ważniejsze niż więzy krwi. Główny bohater wydaje się być drażniąco niewidoczny – wtłoczony w życie obcej mu rodziny, która go lekceważy, więc stara się być na marginesie wydarzeń z nią związanych. Niespodziewanie jednak staje się głównym rozgrywającym, szamocząc się między presją gangu a namowom policji. I to on ma najwięcej do stracenia. Co więcej – nie mając szans wyrwania się z tej chorej zależności, staje się taki sam jak reszta. Widza przyzwyczajonego to tego, by kryminał był dynamiczny, a bohaterowie wyraziści obraz ten może rozczarować. Dramat rozgrywa się nie na poziomie akcji, ale bezsilności i nieuchronności. Dla mnie to bardziej film psychologiczny, niż film akcji. Godny polecenia.
Ocena: 5

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz