Reżyser: Michael Bay
Kraj produkcji: USA
Obsada: Shia LaBeouf, Rosie Huntington - Whiteley, Josh Duhamel, Tyrese Gibson, John Malkovich, John Turturro, Alan Tudyk
Opis: Wiele lat temu, kiedy koniec wojny Autobotów z Decepticonami był bliski, jeden statek kosmiczny ucieka z Cybertronu. To ARKA, która w ładowni przewozi niezwykle cenny ładunek – sekretną technologię, która może odmienić los umierającej planety. Współcześnie: Optimus Prime odkrywa sekret ludzi, którzy od dawna wiedzieli o wraku ARKI rozbitej na powierzchni ziemskiego księżyca. Od tej chwili Autoboty muszą się śpieszyć, ponieważ jeśli technologia Cybertronu wpadnie w ręce ich wrogów, oznaczać to będzie zagładę całej ludzkości.
On: Jak dla mnie ten film jest zdecydowanie najlepszą częścią cyklu i muszę przyznać, że już dawno (jeśli w ogóle kiedykolwiek) bawiłem się w kinie tak znakomicie. „Transformers 3” to film, który daje widzowi możliwość przeżycia niesamowitej filmowej przygody: zachwycają efekty specjalne, zastosowana technologia 3D, efekty dźwiękowe, sposób filmowania scen akcji, kompozycje muzyczne Steve’a Jablonsky’ego, ale także (dla mnie przede wszystkim) postacie robotów. I to ten aspekt – jako że w końcu jest to film o transformerach – jest największą zaletą obrazu, jak i te elementy fabuły, które bezpośrednio ich dotyczą. Kiedy piszę tą recenzję wiem już z jak wielką krytyką spotkał się ten film – moim zdaniem niesłusznie. Nie należy bowiem zapominać o czym ten film jest (o robotach z kosmosu), do kogo jest kierowany (przede wszystkim do fanów), do jakiego gatunku się zalicza (rozrywkowe s-f) oraz kto jest reżyserem. No i właśnie, Michael Bay - mimo zapewnień - nie odpuścił sobie tego, co w jego filmach zawsze do tej pory było obecne, a co tak bardzo nie spodobało się (raczej większości widzów) w drugiej części. Chodzi tu oczywiście o filmowanie wdzięków tzw. „superlasek made in America” oraz żarty bazujące na seksie. Muszę przyznać, że osobiście tego nie trawię i – jeśli dobrze pamiętam – są w tym filmie trzy takie sceny, które zdecydowanie psują mi obraz całości. I to one właśnie, a także kilka tzw. „dziur w scenariuszu”, są dla mnie minusem tego filmu. Ale to wszystko. Innych zastrzeżeń nie mam. Wręcz przeciwnie - uważam, że reżyser wywiązał się ze swojej obietnicy i zaserwował widzom prawdziwie epicki finał historii, z fajną, zaskakującą kilkoma zwrotami fabułą, gdzie to roboty a nie ludzie (w końcu) odgrywają najważniejszą rolę. Co prawda nadal jestem zdania, że niektórych bohaterów jest w filmie za mało i należało im poświęcić znacznie więcej uwagi, ale za to niektórzy z nich zaskakują bardzo pozytywnie, będąc dla mnie dużą niespodzianką. Kimś takim jest oczywiście Sentinel Prime – moment w którym zdradza zabijając Ironhide’a całkowicie mnie zaskoczył, a jego finałowa walka z Optimusem jest bodaj najbardziej zaciętą w historii kina akcji i jedną z najlepszych w serii. Sam Optimus, znajdujący się w jeszcze dramatyczniejszej sytuacji niż poprzednio (chodzi oczywiście o zdradę przyjaciela i mentora), jak zwykle nie zawodzi – jest największym plusem filmu i tym bohaterem, który popycha całość do przodu. Bumblebee, po zejściu na dalszy plan w „dwójce”, odzyskuje tu należne miejsce w pierwszym szeregu postaci, a jego przyjaźń z Samem autentycznie wzrusza. Także pozostałe Autoboty wywiązują się ze swoich ról – szczególnie miło patrzy się na Ironhide’a, Sideswipe’a i Dino. Żałuję za to, że nie wykorzystano w pełni potencjału Megatrona (choć jest on Decepticonem, którego nadal najprzyjemniej się ogląda) oraz Shockwave’a (w filmie jest go zdecydowanie za mało, ale wygląda znakomicie!). Jedynie Starscream ma odpowiednio wiele okazji, aby w pełni zaistnieć na ekranie. Całkiem dobrze wypada także Soundwave, choć to nie to samo co w pierwowzorze. A Wreckersi? Jeśli chodzi o postacie robotów, to daleko im do oryginału, a jeśli chodzi o samochody – bomba! No i jeszcze poszczególne sekwencje. Początek pozostawia pewien niedosyt (spodziewałem się, że na ukazanie Cybertronu film poświęci więcej czasu), ale i tak jest świetny, głównie dzięki fantastycznej sekwencji lądowania astronautów na księżycu. Wszystkie sceny z rodzicami Sama Wiwicky’ego jak zawsze są miłe i szczerze zabawne. Dobrze wypada krótka akcja Autobotów w Iraku, a starcie Optimusa z Drillerem w Czarnobylu jest kapitalne (miło zobaczyć do czego Optimusowi jego naczepa). Sekwencja pościgu jak dla mnie jest najlepszą w filmie – zapiera dech w piersi i ma w sobie naprawdę bardzo dużo emocji. Znakomity jest zwłaszcza jej finał pośrodku miasta i w kwaterze głównej NEST, ale o tym, że zdrada Sentinela była dla mnie wielką (pozytywną) niespodzianką już pisałem. Także podobają mi się sceny ukazujące przebieg inwazji Decepticonów na Ziemię – takiego zniszczenia i ilości śmierci wśród ludzi się nie spodziewałem. W takich momentach robi się bardzo mrocznie, przynajmniej jak na „Transformers”. Oczywiście wielkie brawa należą się za sekwencję odlotu Autobotów z Ziemii, a także ich wielki „comeback” w Chicago! No i finałowa bitwa – jedna z najlepszych jakie oglądałem, perfekcyjnie zrealizowana od strony technicznej i mająca w sobie wiele dramaturgii. Jako przykłady przytoczę tutaj: sekwencję z budynkiem niszczonym przez Drillera (tutaj szczególnie dobrze zastosowano 3D), sekwencję ze skoczkami w strojach „sky-suit”, którzy przedzierają się do miasta ostrzeliwani przez myśliwce Decepticonów, egzekucję Autobotów oraz sposób w jaki ukazano metody ludzi walczących z Decepticonami (współpraca spadochroniarzy, snajperów i saperów). I to już prawie wszystko. Na koniec wspomnę jeszcze o kilku aktorach: Shia LaBeouf tak jak w poprzednich filmach wypada bardzo dobrze, na Johna Malkovicha miło popatrzeć, a John Turturro i Alan Tudyk kradną pozostałym cały film - są najlepsi! Jak więc widać „Transformers 3” bardzo mi się podoba. Idealny film dla widzów, którzy szukają w kinie wielu pozytywnych emocji, pozwalając porwać się klimatowi filmowej przygody.
Ocena: 6
Ona: Muszę przyznać że efekty specjalne, dźwięk i muzyka w tym filmie były naprawdę wspaniałe – i mimo fali krytyki, jaka na ten film spadła mniej czy bardziej słusznie, to trudno będzie innym filmom dorównać poziomowi scen akcji. Sekwencja z walącym się wieżowcem to prawdziwe mistrzostwo i wreszcie technika 3D znalazła swoje właściwe zastosowanie (to tyczy się również “Avatara”) – jako przemyślany, celowo użyty efekt, a nie przypadkowa konwersja, bo tak “będzie fajniej”. Grafika komputerowa nadal bezbłędna. Jednym słowem – pod względem wizualnym – to naprawdę świetne i perfekcyjnie dopracowane widowisko. Fabuła dużo lepsza niż w “Revenge of the Fallen”. To nie jest film dla widza europejskiego – z każdego kadru przebija specyficzna, amerykańska mentalność i poczucie humoru. Ten luz, dystans do samych siebie i duma są nam trochę obce i wydają się nazbyt sztuczne. A ja poprostu założyłam okularki 3D i bez kompleksów pozwoliłam sobie odpłynąć w ten świat i świetnie się bawiłam. Doskonałe kreacje Malkovicha, Turturro i Tudyka, którego uwielbiam. Jeśli mam wybierać rozrywkę między polskimi komediami a tym amerykańskim hiciorem, to trzymam się go rękami i nogami.
Ocena: 5
Źródło obrazów: http://www.filmweb.pl/film/3D+Transformers+3-2011-505976/posters


11 komentarzy:
Transformers 3 zaczyna się całkiem ciekawie. Lata 70. Misje Apollo. Statek robotów rozbija się na księżycu. Nieco historycznych kadrów z tamtych lat. Zapowiadało się bardzo ciekawie, ale niestety, ze sceny na scenę było co raz gorzej. Zabawnych momentów nie uświadczyłem niemal wcale (malutka rola Torturro).
Nie sposób było nie dostrzec, że cześć trzecia, to jakby powrót do korzeni (np. miejsce akcji) ale do potęgi. Więcej robotów, żołnierzy, zniszczeń, więcej wszystkiego! Ale nie wyszło tak dobrze jak T1. Do tego. Niektóre sceny były jakby żywcem wyjęte z części pierwszej. Walki robotów na autostradzie. Kadry z Samem wysiadający z samochodu (niemal identycznie wyglądająca scena była w części pierwszej). Żołnierz ślizgający się na kolanach i strzelający z tej pozycji do robotów itp.
A propo scen ze starszych filmów: http://www.youtube.com/watch?v=H7kcqB3thJM
Bez komentarza.
Być może przez tą wtórność w stosunku do części pierwszej film był dla mnie trochę nudnawy (no ale T3 oglądałem z osoba, która T1 nie oglądała, a na część 3 też się nudziła), a wiele scen odebrałem jako rozwleczone na siłę (np. scena, w której wieżowiec przewraca się, a grupka bohaterów próbuje się z niego wydostać. Budynek przechyla się baaardzo długo).
Kolejna scena, której można się czepić: Optimus walczy z przeciwnikami, mijający z gracją ich pociski i ciosy tylko po to, aby po chwili zaplątać się, niczym nieporadne dziecko, w czterech sznurkach na krzyż, zawieszonych miedzy budynkami…
Motyw wszystkowiedzącego kolegi z nowej pracy Sama też był z kosmosu (skąd on to wszystko wiedział?).
Jednak najgorsze były w tym filmie dialogi pod koniec filmu, podczas scen akcji. Po prostu tragedia.
Z plusów. Muszę przyznać, że było to chyba jedno z lepiej zrobionych 3D jakie widziałem.
A co do muzyki. Znów wypada ona dużo słabiej niż w części pierwszej.
T3 wypada jeszcze słabiej niż cześć druga i jak dla mnie jest najsłabszą częścią filmu. 2(3)/6
Naszym zdaniem tzw. pewne podobieństwa są czymś charakterystycznym dla wszelkich serii filmowych, czymś co ich miłośnicy nie tylko tolerują, ale czasami wręcz oczekują i zwyczajnie wynika to z konwencji. Stąd nie rażą nas sceny z samochodem, żołnierzami czy zniknięciem Optimusa (trzeba go było w końcu jakoś wyłączyć na jakiś czas z bitwy, bo za szybko by wyeliminował wszystkie Decepticony i film za szybko by się skończył J ). To samo jeśli chodzi o ujęcia powtarzające się np. z „The Island” - Michael Bay tak swe filmy montuje, że nic się zmarnuje J Zachęcamy do uważnego obejrzenia jego pozostałych filmów (np. w TF1 można znaleźć sceny z „Pearl Harbor”). Wszechwiedzący przyjaciel Sama z pracy miał takie informacje, gdyż kolaborował z Deceptikonami i był członkiem Projektu Kosmicznego (byli oni po kolei likwidowani). Muzyka Jabłońskiego nam się podoba – to rzecz gustu, ale jak się lubi muzykę Zimmera, to i ta muzyka raczej wpada w ucho.
Mimo wszystko, bardzo dziękujemy za konstruktywną krytykę, komentarze i zapraszamy do dalszego wypowiadania się na naszym blogu.
Wielkie Dzięki!
Małgosia & Rafał
No ok. Optimusa trzeba było jakoś "wyciąć", ale żeby od razu w tak idiotyczny sposób? Istnieje coś takiego jak realizm świata wykreowanego w danym filmie. Tu mamy np. ogromne roboty (z tego co wiem w realu takich nie ma), ale już zasady fizyki działają w tym świecie tak samo jak w naszym, prawdziwym. Ktoś zepchnie robota z mostu i typek wpadnie do wody. Wielkie robot zaplatany w kilka sznurków, podobnie jak przewracający się kilkanaście minut wieżowiec, nie mieści się w kategorii realizmu tego świata. Dlatego mnie to razi.
Po Elfmanie, Zimmer to chyba mój ulubiony kompozytor muzyki filmowej. To tak na marginesie. OST z części pierwszej mi się podobał, ale ten z T3 (nie mówilem tylko o muzyce orkiestrowej, ale tez o tzw. piosenkach) najzwyczajniej w świecie mnie nie zachwycił. Kwestia gustu.
A co do smaczków. Rany Julek. Nie musicie mi tłumaczy:) Sam jestem fanem np. Gwiezdnych Wojen i uwielbiam fajne podane nawiązania do tych filmów.
Już tłumaczę o co mi chodziło. Bardzo często sam wyczekuje smaczków ale w T3 akcje-powtórki z rozrywki nie przypadły mi do gustu. Może dlatego, że były zbyt dosłowne? Zbyt podobne do tych z poprzednich filmów?
Dla mnie przykładem świetnie zrobionych smaczków były film (animowany) Rango. Scena z robakami niosącymi Jaszczura przez pustynie (Piraci z Karaibów) czy pościg w wąwozie (Gwiezdne Wojny). Te sceny nie były podane wprost. A każdy wiedział o co chodzi. Nie były niemal dokładna kalką tego co widzieliśmy w innych filmach.
Inny przykład. "Złe przeczucia" głównych bohaterów Gwiezdnych Wojen. W każdym filmie z serii, ktoś wypowiada tą kwestię, ale za każdym razem słowa te dotyczyły czegoś innego i za każdym razem, wypowiadał ja ktoś inny (no, z dwoma wyjątkami – jeśli dobrze pamiętam, dwa razy martwił się Obi-Wan i Han Solo. Do tego w czterech filmach wypowiadane były tylko raz, a w dwóch mogliśmy je usłyszeć dwukrotnie. Dzięki temu było różnorodnie, a przez to ciekawie.
W T3 smaczki były zbyt dosłowne. Gdyby np. blondyna, w tym wślizgu na kolanach strzelała do robotów (albo do jakichś kaczek:), były to smaczek i zarazem autoparodia. I było by ok. A tu, tą samą akcje wykonuje ten sam bohater. Nuda.
No nic. Podobno o gustach się nie dyskutuje.
Widziałem oceny T3 na różnych serwisach filmowych i z tego co widzę, jestem w mniejszości:) Z drugiej strony X-men: First Class bardzo mi się podobał (jak tzw. większości), a np. dla mojego kolegi - który ma w miarę podobny gust filmowym do mojego - był zupełnym rozczarowaniem.
To niesamowite w jak bardzo różny sposób, różni ludzi widzą te same rzeczy:)
Naprawdę? To raczej my z naszymi opiniami czujemy się w mniejszości. Z tego co czytaliśmy,(a śledziliśmy w miarę na bierząco artykuły i opinie) film ten spotkał się z dość sporą falą krytyki. Sam Filmweb, który nomen omen był patronem medialnym filmu, dość oschle i ze sporą dawką ironii wypowiadał się o filmie i o Bay'u. Dobrą prasę miał ten film chyba tylko za granicą i na Stopklatce w miarę. Nawet w gazecie "Film", która jest nastawiona na kino komercyjne zjechali od góry do dołu i wykpili całą serię i komiksy tworząc teorię, że jest to świat dla ludzi z probemami (!). Poza tym również na forum KMF, na którym razem coś napisaliśmy pozytywne opinie są w zdecydowanej mniejszości.
Co do sznurków - też się na tym zastanawialiśmy, ale doszliśmy do wniosku, że o to wyłączenie Optimusa z akcji chodziło. Mnie natomiast bardziej śmieszyło to że Optimus dwa razy zgubił w ten sam sposób swoją naczepę, bez której nie mógł latać :)Trochę autoironii w w tym filmie też wyłapaliśmy (zdjęcia Turturro na tle piramid z głową wielbłąda, walnięcie Optimusa z piąchy przez Ironhide'a z tekstem "Zrób coś ze sobą, Prime", Megatron na "odlocie", który sam sobie "heailuje" i jak to napisał jeden z recenzentów "pasie kozy na pustyni")Prawa fizyki rzeczywiście są tu mocno nagięte, ale chyba w we wszystkich s-fach to norma. (Ja mam teorię, że od czasów ataków na WTC, może konstrukcje budynków zostały jakoś wzmocnione, by nie sypały się jak domki z kart, poza tym ramiona Drillera, oplatające w uścisku budynek, przez jakiś czas go jednak podtrzymywały - ja sobie to tak tłumaczę:)Zgadzamy się że mogółoby być więcej smaczków i inteligentnego humoru, jednak Bay postawił przede wszystkim na widowiskowość i zakończenie serii z "wykopem". Piosenki rzeczywiście są na różnym poziomie i nie musiały być - same kompozycje Jablonskiego też by wystarczyły.Różnice spojrzenia są bardzo ciekawe - jak widać, jest o czym rozmawiać :)
G&R
Nie przesadzajmy. Moim zdaniem jeśli już czepiać się tej sceny z Optimusem, to nie zaplątania w liny (powtarzam LINY, anie "sznury", bo sa one wystarczające żeby dźwig mógł unieść ciężar o bardzo dużej wadze - taka jest chyba funkcja dźwigu, a Optimus choć bardzo ciężki aż tak SUPERCIĘŻKI raczej chyba nie jest) to zabawniejsze jest dla mnie to, że żaden Decepticon go wtedy nie ustrzelił (był wtedy tak łatwym celem) - zamiast tego Wreckersi mieli wystarczająco dożo czasu aby go wyswobodzić:) To po prostu cześć konwencji i tyle... Coś takiego jest we wszystkich s-f: w Lord of the Ring, Matrix, Star Wars... Np. w "Gwiezdnych Wojnach" ep. VI w jednej ze scen Obi-Wan gubi swój miecz świetlny, choć wcześniej upominał Anakina, aby jego uczeń nie popełniał takiej gafy... I to Obi-Wan, taki WIELKI JEDI! Ale to oczywiście część konwencji - zgubił miecz, aby w kolejnej scenie mógł dłużej i widowiskowo powalczyć z Generałem Grievousem, albo w Matrix Reloaded, Neo zostaje przeniesiony w cudowny sposób na drugi koniec świata tylko po to aby w filmie mógł się odbyć widowiskowy pościg po autostradzie (gdyby był tam Neo ze swoimi super mocami ten pościg nie miałby sensu). Itd, itd, itd... Nawiasem mówiąc tez jestem fanem Gwiezdnych Wojen a Zemsta Sithów to dla mnie najlepszy film w ogóle:)
Rafał
Ooo. Fakt. Akcje z naczepa też były niezłe, a o nieustrzeleniu Optimusa zapomniałem wspomnieć:)
Masz racje jeśli chodzi o temat rzeczy, które są nielogiczne w filmach w ogóle. Mnie bardziej zastanawia jak to się dzieje, że na pewne rzeczy, w pewnych filmach potrafimy przymknąć oko, a inny razem nie za bardzo? Ktoś może powiedzieć "poszedłeś ze złym nastawieniem", albo "szedłeś ze zbyt wygórowanymi oczekiwaniami", ale ja staram się chodzić na filmy wiedząc o filmie niezbędne minimum (trailer + natka o czym dany film w ogóle jest) wiec nie za bardzo mnie tego typu stwierdzenia dotyczą. A mimo to np. z X-menów wychodzę zadowolony, a z Transformersów 3 nie. I nie za bardzo wiem dlaczego.
P.S Prawdopodobnie gdyby sporządzić listę debilizmów z Gwiezdnych Wojen byłaby ona bardzo długa, a i tak w niczym mi to nie będzie przeszkadzać:)
P.P.S Wracając do jąder robota z części drugiej. Jak sobie przypomnę teraz tą scenę na piramidzie, to faktycznie możesz mieć rację:) Tak długo żyłem w błędzie…
A co do ocen T3. Ten film nie podobał się tzw. krytyce. Publiczności jak najbardziej. Np. Rotten Tomatoes: krytyka - 36, publika - 90, co - wg. widzów - czyni ten film najlepszą z części:)
Chyba poprostu zagorzali fani danej serii są w stanie więcej twórcom wybaczyć :)
A Rafał sprzedał mi info, że jeśli chodzi o te kule Devastatora - to podobno sam Turturro to podpowiedział Bay'owi, że tak będzie śmieszniej :)
Ps. A co wyjdzie z połączenia TF i Spidermena?
- "Octopus Prime" :)
G.
A nie Spiredus Prime?
Chyba, że chodzi o doktora Oktopusa?:)
No nie wiem. Po części pierwszej, wydawało mi się, że mogę zostać fanem serii filmów o Transformersach, ale wychodzi na to, że chyba jednak nim nie zostałem.
Swoja droga, fanem wielkich robotów jestem od dziecka, kiedy w ręce wpadła mi kaseta wideo z Transformers The movie (końcówka lat 80.) - chyba pierwszy pełnometrażowy film animowany jaki w życiu widziałem:) A pierwszy komiks kupiłem w podstawówce (początek lat 90.). Jeśli dobrze pamiętam był to drugi numer komiksu.
Widzę że Małgosia sprzedaje żarty, które usłyszałem wcześniej od innych (chodzi o to z Octopusem Prime) :)
Wybacz jeśli przesadziłem z tekstami - nigdy nie chodzi mi o tzw. pouczanie, bo i sam tego nie lubię - szanuje zdanie i opinię innych, byleby tylko bez chamstwa i wulgaryzmów, bo tego nie trawię. A tak w ogóle to fajnie że można z kimś o tym popisać - serdeczne dzięki. Wiem że jestem bardzo wyrozumiałym fanem, ale tak już mam. Ja tez zacząłem od Transformers The Movie i komiksów Marvela w 1991 r. (więc to już 20 lat!) Transformers The Movie jest dla mnie niedoścignionym wzorem jeśli chodzi o historie o tf'ach i nawet filmy Baya go nie przebiły i nie przebiły, no ale to już sentyment.
A i fanem filmów Lucasa jestem ogromnym i o Jedi mógłbym gadać i gadać...
Jeszcze raz wielkie dzięki za komentarze.
rafał
Przesadziłeś? Żartujesz:) Gdzie?
I ja dziękuje.
Postaram się w przyszłości z czymś jeszcze nie zgodzić (bo po co pisać, jeśli ma się podobne zdanie na jakiś temat:) i coś naskrobać.
Trzymajcie się.
Prześlij komentarz