Szukaj na tym blogu

niedziela, 7 sierpnia 2011

Życie ukryte w słowach / La Vida secreta de les paraules (2005)

Gatunek: Melodramat
Reżyser: Isabel Coixet
Kraj produkcji: Hiszpania
Obsada: Sarah Polley, Tim Robbins

Opis: Hanna jest cichą skromną pracownicą fabryki. Zostaje wysłana na przymusowy urlop, w czasie którego zgłasza się na ochotniczkę, by opiekować się poparzonym mężczyzną na platformie wiertniczej. Oboje skrywają trudne tajemnice, które przy wzajemnym, niełatwym poznaniu powoli wychodzą na światło dzienne.



On: No cóż, jak dla mnie „Życie ukryte w słowach” zaczyna się – niestety – jak typowe kino ambitne. Mówię „niestety”, bo koneserem kina ambitnego nie jestem. Co więc dostajemy na wstępie? Dziwne sceny z niejasnymi (oczywiście na pozór) dialogami lub „denerwującą” ciszą. Główna bohaterka, Hanna, snuje się po ekranie z „dołem” na twarzy, jakby chciała przemówić do widzów: „Zarażę nim was wszystkich!” Jak ja tego nie cierpię... To momenty, których pełno w kinie Von Triera, a podobni bohaterowie stali się już znakiem rozpoznawczym jego filmów. No, ale tutaj już się poprawiam: chciałem powiedzieć, że „tego” kiedyś nie cierpiałem, bo teraz już tą konwencję rozumiem (jeśli słowem „konwencja” można to w ogóle określić). Historia ulega znaczącej zmianie kiedy Hanna trafia na platformę wiertniczą. Poznajemy tam gromadkę ciekawych osób, pewną towarzyską gęś, no i rozpoczyna się wątek przyjaźni między dziewczyną z problemami i Josefem, który - a jakże(!), to w końcu kino ambitne(!) – od problemów nie stroni. A tak naprawdę to problemem Josefa są groźne oparzenia. No i zaczyna rodzić się więź między chorym i jego pielęgniarką. I w tym miejscu… jak dla mnie zaczyna się to, co świadczy o potędze tego obrazu. Dostajemy bowiem opowieść o ludziach samotnych, których samotność z jednej strony boli, lecz z drugiej tak są z nią oswojeni, że inaczej już nie potrafią żyć. To samotność, która pozwala im odetchnąć, odpocząć, być bezpiecznymi. Nie łatwy to temat i podjęcie go groziło popadnięciem w banały, lecz twórcom filmu udało się opowiedzieć o tym bezbłędnie. I tutaj największy plus filmu: „Życie ukryte w słowach” nie katuje widza nieustanną tragedią, lecz daje nadzieję głównej bohaterce, że mimo dręczących ją koszmarów – tych z przeszłości i z dnia obecnego – może w końcu pojawić się ktoś, kto spojrzy dalej, w głąb osoby, dostrzegając w niej nie tylko smutek i ból, lecz także coś więcej, co kiedyś ukryte zostało głęboko. Niezwykle optymistyczna to myśl, raczej rzadka w kinie ambitnym. Dlatego bez wahania daję ocenę najwyższą.
Ocena: 6  

Ona: Nie będę ukrywać, że to jeden z moich ulubionych filmów. Poraża prostotą obrazu, oszczędnością środków i słów przy jednoczesnym, ogromnym strumieniu emocji, jakie stopniowo uwalnia. Tajemnicza kobieta i dziecięcy głos z offu na początku intrygują, by na końcu donioślej mógł zabrzmieć krzyk wołania o to, by nie zapominać, pochopnie nie oceniać. To hołd dla ludzi zranionych, którzy muszą z poczuciem krzywdy i wstydu żyć dalej, ale też piękna historia uczucia, które może leczyć i dawać siłę by sprostać cieniom przeszłości. Film ten jest kameralny, doskonale zagrany i ostatecznie dający nadzieję. Oglądając go stajemy się świadkami jak dwoje ludzi zrzuca stopniowo swoje maski i pancerze obronne przed światem, by stanąć niemalże dosłownie nagimi przed sobą – w całej prawdzie, która niejednokrotnie jest zbyt bolesna, by ktokolwiek mógł to znieść. Pełna akceptacja i miłość stają się początkiem nowego etapu, który pozwala cieniom przeszłości ustąpić miejsca. To wołanie o humanitaryzm i o pamięć, bo świadkowie tragicznych wydarzeń wcale nie tak odległych czasów wciąż żyją, ale ich życie zostało na zawsze złamane.
Ocena: 6

Źródło obrazu: http://www.filmweb.pl/Zycie.Ukryte.W.Slowach/posters

Brak komentarzy:

Popularne posty