Kraj produkcji: USA
Reżyser: Marcus Nispel
Aktorzy: Jason Momoa, Stephen Lang, Rachel Nichols, Ron Perlman
Opis filmu: Kiedy okrutny Khalar Zym ze swoją armią najeżdża na wioskę Cymeryjczyków, mały Conan traci w masakrze całą swoją rodzinę. Chłopiec poprzysięga zemstę i już jako dorosły mężczyzna – będąc niezrównanym wojownikiem miecza – rozpoczyna poszukiwania tego, który niegdyś na oczach malca zamordował jego ojca.
On: „Conan” jest filmem, który miał bardzo dobrą kampanię promocyjną: plakaty, zwiastuny, spoty w TV były znakomite. Co prawda obawiałem się, że film raczej niepotrzebnie wchodzi do kin w 3D, ale widowisko zapowiadało się przednie. Zwłaszcza, że w pamięci miałem jak najlepsze wspomnienia z poprzednim filmem w reżyserii Johna Miliusa. Jedyne czego się obawiałem to fakt, że nowy odtwórca tytułowej roli zawiedzie nie dorównując Arnoldowi Schwarzeggenerowi. Liczyłem, że film ten będzie co najmniej lepszy od „Conana Niszczyciela”, który w przeciwieństwie do oryginału był bardziej komiksowy. Niestety film zawiódł moje oczekiwania, będąc nawet słabszym od „Niszczyciela”, bo nie dość, że jest tak samo komiksowy, to jeszcze nie ma tak dobrej fabuły jak jego poprzednicy. Trzeci film o „Conanie” podobno miał być produkcją przeznaczoną od razu do dystrybucji DVD. Nie wiem ile w tym prawdy, ale sam obraz tak właśnie się prezentuje – jakby w pewnym momencie zdecydowano się na dystrybucję kinową, więc dołożono twórcom nieco więcej pieniędzy, ale niestety nadal za mało. Całość zaczyna się bardzo dobrze: jest dynamicznie, mrocznie, brutalnie (jak na opowieść o barbarzyńcy przystało), a relacja ojca z synem przedstawiona poprawnie. Zaskakująco dobrze wypada Leo Howard jako mały Conan. Dalej jest gorzej. Oczywiście efekty specjalne, kostiumy i charakteryzacja, dekoracje i choreografia walk wypadają bardzo dobrze, ale film ogląda się raczej jak odcinek serialu telewizyjnego niż widowisko fantasy na ekranie kinowym. Jason Momoa jednak pasuje do roli barbarzyńcy idealnie, a Stephen Lang jest dobrym czarnym charakterem. Lecz cała historia nie może kręcić się tylko wokół nich dwóch. Inne postacie nie mają za bardzo szans aby zaistnieć w pełni na ekranie, a niektórzy z kolei są całkowicie zbędni. No i nie wystarczy jedynie lać mnóstwa krwi aby wywołać napięcie – przydałoby się nieco odjąć kolorów, dodać szarości i mroku. Całość powinna być poważniejsza. A więc ten film jest dobrą przygodówką, lecz niczym więcej. Nie przekreślam nowego „Conana”. Wierzę, że kontynuacja – jeśli takowa powstanie – może być znacznie lepsza.
Ocena: 4
Ona: Po seansie najnowszego „Conana” nasunęło mi się kilka wniosków. Po pierwsze Momoa to nie Arnold i co do tego nie ma dwóch zdań, aczkolwiek nowy aktor nieźle sobie radził. Szkoda tylko, że tak mało miał do zagrania, bo fabuła nie jest zbyt mocno rozbudowana. Po drugie – oglądając ten film odnosiło się wrażenie, że twórcy nie mogą się zdecydować czy ma być mrocznie, lekko czy przygodowo. Brakowało mi tu surowego klimatu pierwszego filmu o Conanie, odniesień do poprzednich ekranizacji i trochę większej powściągliwości twórców przed efekciarstwem. Ta historia ma naprawdę duży potencjał, a w najnowszym filmie odnosi się wrażenie, jakby została potraktowana po łebkach. Za dużo niepotrzebnych scen i postaci. Niektóre wątki fabuły wydają się bezsensowne. Duży plus za dobry początek, czarne charaktery i świetną sekwencję walki z piaskowymi wojownikami. Pierwszy film jest nadal moim faworytem.
Ocena: 4

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz