Rozpoczynając nowy etap po 50-siątce, postanowiliśmy nie tracić tempa, ale jeszcze je podwoić lub nawet potroić. Stąd pojawia się nowa formuła recenzji dotycząca kilku wybranych filmów, posiadających wspólny mianownik. Zaczynamy od gorącego tytułu, który odmieniany jest w mediach i forach związanych z filmem ostatnim czasie przez wszystkie przypadki. Podbijamy "Planetę Małp"!
Planeta małp / Planet of the Apes (1968)
Gatunek: s-f
Reżyseria: Franklin J. Schaffner
Obsada: Charlton Heston, Kim Hunter, Roddy McDowall
Opis: Trzech astronautów ląduje awaryjnie na planecie, na której rządzą inteligentne małpy, a ludzie sprowadzeni zostali do roli zwierząt eksperymentalnych. Jedyny, któremu udaje się przeżyć – Taylor - postanawia uciec z małpiej metropolii.
Oceny – On: 5+ / Ona: 5+
Gatunek: s-f
Reżyseria: Tim Burton
Obsada: Mark Wahlberg, Tim Roth, Helena Bonham Carter
Opis: Astronauta Leo Davidson po przejściu przez tajemniczą kosmiczna burzę, ląduje na planecie opanowanej przez inteligentne małpy. Wkrótce staje on do walki przeciwko małpiemu generałowi Thade, którego celem jest eksterminacja ludzkiego gatunku.
Oceny – On: 5+ / Ona: 5
Gatunek: s-f
Reżyseria: Rupert Wyatt
Obsada: James Franco, Andy Serkis, John Lithgow
Opis: Opowieść o tym, jak inteligentny szympans imieniem Caesar wywołał rewolucję małp przeciwko okrutnym ludzkim panom, co w efekcie doprowadziło do tego, że Ziemia stała się tytułową „Planetą małp”.
Oceny – On: 6- / Ona: 5
Recenzje
On: W „Planecie małp” zawsze bardzo podobał mi się pomysł. Zarówno w literackim pierwowzorze, jak i w pierwszym filmie z 1968 roku, zamiana ról ludzi i małp jako panów i zwierząt dawała możliwość stworzenia nieprzeciętnej i oryginalnej historii s-f. Z kolei same małpy były zawsze idealną metaforą tego, jacy my sami jesteśmy, doskonale służąca wytknięciu człowiekowi jak egoistyczny jest, samolubny, bezlitosny, okrutny i zbyt często „ślepy i głuchy” na jakiekolwiek argumenty wołające o rozsądek. Żaden film nie jest dosłowną ekranizacją książki „Planeta małp” Pierre’a Boulle i każdy z nich czerpie z niej coś zupełnie innego. Z kolei każdy kolejny film pełen jest odwołań do tego pierwszego z 1968 roku. Zarówno w obrazie z 2011 roku oraz w „Genezie…” pojawiają się pewne postacie, aktorzy, teksty, sytuacje, bądź rekwizyty zaczerpnięte z oryginału. Pierwszemu filmowi tak naprawdę nie można nic zarzucić – to już klasyka. Największymi plusami są tutaj: znakomity scenariusz o wyraźnie pacyfistycznej wymowie i najlepszy ludzki bohater, co bez wątpienia jest zasługą Charltona Hestona. W każdym filmie docenić trzeba ukazanie postaci małp, choć jak dla mnie najlepiej wypadają one w filmie Tima Burtona – nic nie może się równać charakteryzacji Ricka Bakera i fizycznej obecności prawdziwych aktorów na ekranie (na wyróżnienie zasługuje przede wszystkim Tim Roth jako generał Thade). Niepowtarzalną i klimatyczną muzykę do tego filmu skomponował Danny Elfman. Ten film ma jednak pewien minus: bajkowa konwencja Burtona nie do końca pasuje do s-f w klimacie „Planety małp”. Postawiono tutaj większy nacisk nie na przekaz (jak w oryginale) lecz na heroizm głównego bohatera („Będą opowiadać historie o człowieku, który przybył z gwiazd i odmienił nasz świat”, mówi w jednej ze scen bohaterka filmu). Jak więc widać postacie małp zawsze zdołały mnie zachwycić, ale tylko w przypadku „Genezy…” ich los mnie wzruszył. W najnowszym filmie jesteśmy świadkami tragicznego losu, jaki okrutni ludzie zgotowali zwierzętom. Tym bardziej rozumiemy motywy działania głównego bohatera, Cesara (znakomity Andy Serkis), a także powody dlaczego on i jego ziomkowie postanowili się zbuntować. To rzecz jasna jedynie metafora i to w czysto rozrywkowym kostiumie, lecz zdecydowanie trafiająca w sedno i godna uwagi. Z jednej strony, dzięki dobrze przemyślanej fabule, film wywołuje duże emocje, nie pozostawia widza obojętnym i skłania go do refleksji. Z drugiej - efekty specjalne, zdjęcia, montaż i fenomenalna muzyka czynią ten obraz znakomitym kinem przygodowym. I na koniec jeszcze coś: mimo tej całej krytyki odnośnie ludzi, w tych filmach to właśnie człowiek będzie tym kimś, kto w pewnym momencie okaże rozsądek i współczucie.
Ona: Koncepcja „Planety Małp” była dla mnie pojęciem zupełnie obcym, odpychającym i sztucznym, do czasu... Obejrzenie pierwszego filmu z cyklu pod tym tytułem, z Charltonem Hestonem w roli głównej, pozwoliło mi na odkrycie ogromnego potencjału tej historii zarówno w warstwie fabularnej jaki i ideologicznej. Koncepcja tego filmu jest bardzo intrygująca i choć film powstał w latach ’60, to jego przesłanie jest wciąż aktualne. Groźba upadku świata, który znamy i to upadku z naszej winy jest wciąż bliska. Pomysł na tę historię jest genialny w swej prostocie – polega na zamianie ról zwierząt i ludzi. Człowiek został sprowadzony do roli podgatunku, który stracił swoje wszystkie cechy, pozwalające dominować nad światem – co więcej – już dawno o nich zapomniał. Nowy porządek świata, z nowymi władcami, ustrojem, nauką, religią jest jedyną, nową rzeczywistością, do której trzeba się dostosować. Film ten jest sądem nad człowiekiem i jego postępkami, zarówno jako jednostki, jak i całego społeczeństwa – bo jak inaczej można nazwać uciskanie słabszych w imię własnego prawa, trzymanie w kłamstwie i wykorzystywanie religii by utrzymać dominację i władzę, czym jest nauka, która przekracza granice etyczne w imię postępu. Film ten jak na swoje czasy zachwyca od strony wizualnej i technicznej (np. scena lądowania statku kosmicznego), muzycznej, jak również gry aktorskiej. Najważniejsza w nim jest fabuła a nie akcja. Niesie ona w sobie wiele egzystencjalnych pytań i jest kpiną na nasz model świata gdzie człowiek jest panem wszechrzeczy i wszystko, czego dotknie, lub na czym zatknie flagę należy do niego. Małpy to tylko odbicie w krzywym zwierciadle nas samych i od tego odbicia nie ma ucieczki, bo Planeta Małp to Planeta Ludzi.
Planeta małp u Tima Burtona to zupełnie inny film – tutaj postawiono zdecydowanie na stronę wizualną – wspaniałe kostiumy i charakteryzacja, aktorzy, którzy odgrywają perfekcyjnie małpie gesty i ruchy, sceny akcji, pościgi. Od strony technicznej jest świetnym widowiskiem, brakuje mi w nim jednak tego głębszego przesłania, które zawarte było w pierwszym obrazie. Najnowszy film odbiega treścią zupełnie od dwu wcześniej wspomnianych obrazów, lecz nie brakuje w nim odwołań do poprzednich filmów z tego cyklu. Świetny od strony gry głównych aktorów oraz muzyki. Fabuła ma bardzo ciekawą koncepcję, bo ma swój początek w szlachetnej idei znalezienia leku. W konsekwencji doświadczeń i eksperymentów na małpach, stworzono wirusa, który wzmacnia funkcje poznawcze małp, ale eliminuje człowieka. Początek „Planety Małp” jest tu wynikiem nie tyle przypadku, co zachłanności i głupoty. Obraz skupia się głównie na postaci Caesara – nieprzeciętnie inteligentnej małpy, która wychowała się w ludzkiej rodzinie, jako jej członek. Śledząc jego losy rozumiemy jego dalsze wybory i ich konsekwencje. Film porusza problem przekraczania granic etycznych w imię „większego dobra”, odmienności i tożsamości istoty, która będąc zwierzęciem zyskała ludzkie spojrzenie na rzeczywistość. Pomimo dość widocznej wirtualności postaci, historia wciąga i wzrusza.Źródło obrazów:
http://www.filmweb.pl/film/Geneza+planety+ma%C5%82p-2011-558709/posters




2 komentarze:
Bardzo dobre filmisko.
Jakoś nigdy nie mogłem się do końca przekonać do filmów z serii Planeta Małp, a dzięki Genezie będę próbował jeszcze raz:)
Dziękujemy za komentarz. Mamy pytanie, jaką ocenę dajesz "Genezie"? Jak obejrzysz inne części, liczymy również na komentarz :) Pozdrawiamy.
G&R
Prześlij komentarz